Archiwum strony
-
▼
2016
(708)
- ► października (47)
-
►
2015
(686)
- ► października (17)
-
►
2014
(840)
- ► października (36)
-
►
2013
(764)
- ► października (47)
-
►
2012
(574)
- ► października (47)
-
►
2011
(188)
- ► października (9)
Tom Hilde okazał się najlepszy podczas serii próbnej przed konkursem Pucharu Kontynentalnego na skoczni HS137 w szwajcarskim Engelbergu. Reprezentant Norwegii uzyskał 129,5 m, wyprzedzając Czecha Vojtecha Stursę, który wylądował na 129. metrze. Na trzeciej pozycji sklasyfikowano skoczka z Austrii, Clemensa Aignera.
Tuż za czołową trójką znalazł się Andraz Pograjc - reprezentant Słowenii doskoczył do 128. metra. Kolejne cztery pozycje należały wyłącznie do Austriaków. Piątą lokatę zajął Florian Altenburger (130,5 m), szósty był Markus Schiffner (126,5 m), siódmy Andreas Kofler (127 m), a ósmy Philipp Aschenwald (125 m).
W czołowej "10" uplasowali się również Norweg Phillip Sjoeen, który wylądował na 126. metrze oraz Słoweniec Tomaz Naglic, po skoku na odległość 126,5 m.
Najlepiej z naszych reprezentantów w serii próbnej zaprezentował się Jakub Wolny - 122,5 m dało mu czternaste miejsce. 22. po skoku na odległość 124,5 m był Bartłomiej Kłusek, 28. miejsce zajął Stanisław Biela, który osiągnął 118,5 m, a czwartą dziesiątkę ze 114-metrowym rezultatem zamknął Krzysztof Miętus.
Z oddania swoich prób zrezygnowali Andrzej Stękała i Dawid Kubacki. Początek konkursu o godzinie 13:00.
Tuż za czołową trójką znalazł się Andraz Pograjc - reprezentant Słowenii doskoczył do 128. metra. Kolejne cztery pozycje należały wyłącznie do Austriaków. Piątą lokatę zajął Florian Altenburger (130,5 m), szósty był Markus Schiffner (126,5 m), siódmy Andreas Kofler (127 m), a ósmy Philipp Aschenwald (125 m).
W czołowej "10" uplasowali się również Norweg Phillip Sjoeen, który wylądował na 126. metrze oraz Słoweniec Tomaz Naglic, po skoku na odległość 126,5 m.
Najlepiej z naszych reprezentantów w serii próbnej zaprezentował się Jakub Wolny - 122,5 m dało mu czternaste miejsce. 22. po skoku na odległość 124,5 m był Bartłomiej Kłusek, 28. miejsce zajął Stanisław Biela, który osiągnął 118,5 m, a czwartą dziesiątkę ze 114-metrowym rezultatem zamknął Krzysztof Miętus.
Z oddania swoich prób zrezygnowali Andrzej Stękała i Dawid Kubacki. Początek konkursu o godzinie 13:00.
Z bardzo dobrej strony zaprezentowali się nasi reprezentanci podczas pierwszego treningu przed konkursem Pucharu Kontynentalnego na skoczni HS137 w Engelbergu. Najlepszą notę, po skoku na odległość 131,5 m, zanotował Andrzej Stękała, a trzecią pozycję zajął Dawid Kubacki, który wylądował na 128. metrze. Polaków na czele rozdzielił Tom Hilde - reprezentant Norwegii doskoczył do 128. metra.
Takim samym rezultatem, co dwaj zawodnicy przed nim, popisał się czwarty na treningu, Słoweniec Andraz Pograjc. W czołowej szóstce znalazło się również miejsce dla dwóch skoczków z Austrii - piąty Andreas Kofler uzyskał 123,5 m, a szósty Clemens Aigner wylądował na 126. metrze. Za nimi uplasowali się Szwajcar Andreas Schuler (123,5 m) i Czech Vojtech Stursa (126 m). Czołową dziesiątkę zamknęli dwaj skoczkowie z Norwegii - Espen Roee oraz Marius Lindvik.
Z pozostałych reprezentantów Polski, najlepiej zaprezentował się Bartłomiej Kłusek, któremu 120,5 m dało szesnastą lokatę. 23. po skoku na 121. metr był Stanisław Biela, a 26. miejsce zajął Jakub Wolny - mistrz świata juniorów z 2014 roku uzyskał 117,5 m. Na 32. pozycji znalazł się Krzysztof Miętus (114,5 m).
Aktualnie trwa druga seria treningowa.
Takim samym rezultatem, co dwaj zawodnicy przed nim, popisał się czwarty na treningu, Słoweniec Andraz Pograjc. W czołowej szóstce znalazło się również miejsce dla dwóch skoczków z Austrii - piąty Andreas Kofler uzyskał 123,5 m, a szósty Clemens Aigner wylądował na 126. metrze. Za nimi uplasowali się Szwajcar Andreas Schuler (123,5 m) i Czech Vojtech Stursa (126 m). Czołową dziesiątkę zamknęli dwaj skoczkowie z Norwegii - Espen Roee oraz Marius Lindvik.
Z pozostałych reprezentantów Polski, najlepiej zaprezentował się Bartłomiej Kłusek, któremu 120,5 m dało szesnastą lokatę. 23. po skoku na 121. metr był Stanisław Biela, a 26. miejsce zajął Jakub Wolny - mistrz świata juniorów z 2014 roku uzyskał 117,5 m. Na 32. pozycji znalazł się Krzysztof Miętus (114,5 m).
Aktualnie trwa druga seria treningowa.
Między świętami Bożego Narodzenia a Turniejem Czterech Skoczni, w szwajcarskim Engelbergu odbędą się zawody Pucharu Kontynentalnego. 27 i 28 grudnia na arenie minionych konkursów Pucharu Świata wystąpi sześciu naszych reprezentantów.
Niestety, po pierwszym periodzie Pucharu Kontynentalnego kwota startowa dla polskiej drużyny zmalała o jeden. W składzie znalazło się czterech zawodników kadry B, jeden reprezentant kadry juniorów oraz jeden skoczek spoza kadr.
Spośród Polaków, którzy skakali w Rovaniemi, Maciej Maciusiak do Engelbergu wyselekcjonował: Krzysztofa Miętusa, Bartłomieja Kłuska, Jakuba Wolnego i Stanisława Bielę. Skład opuścili Aleksander Zniszczoł, Krzysztof Biegun oraz Andrzej Zapotoczny, a w ich miejsce dołączono opuszczających Turniej Czterech Skoczni Dawida Kubackiego i Andrzeja Stękałę.
Niestety, po pierwszym periodzie Pucharu Kontynentalnego kwota startowa dla polskiej drużyny zmalała o jeden. W składzie znalazło się czterech zawodników kadry B, jeden reprezentant kadry juniorów oraz jeden skoczek spoza kadr.
Spośród Polaków, którzy skakali w Rovaniemi, Maciej Maciusiak do Engelbergu wyselekcjonował: Krzysztofa Miętusa, Bartłomieja Kłuska, Jakuba Wolnego i Stanisława Bielę. Skład opuścili Aleksander Zniszczoł, Krzysztof Biegun oraz Andrzej Zapotoczny, a w ich miejsce dołączono opuszczających Turniej Czterech Skoczni Dawida Kubackiego i Andrzeja Stękałę.
Kojarzycie telewizyjne bloki reklamowe, dominujące ramówki polskich stacji na przełomie tysiącleci? Będąc dzieckiem, zawsze fascynowały mnie przeróżne odkurzacze, noże, stojaki, krzesełka, do zdobycia których (poza pieniędzmi) dzielił jedynie jeden telefon. Jako młokos kupowałem takie sztuczki bez problemu, lecz teraz trochę urosłem i stałem się mniej łatwowierny. Telewizyjna propaganda bez pokrycia mnie nie przekonuje, nawet gdy pada ona z ust takiego autorytetu, jak pan Apoloniusz Tajner.
Który to już raz z kolei mamiono nas wizją potęgi polskich skoków? Przed każdym sezonem, kibice karmieni są wizją ich reprezentantów zajmujących wszystkie możliwe miejsca w czołówce stawki. Bojowe nastawienie do walki to ważna rzecz, lecz cała machina, z PZN-em na czele, wydaje się zawodzić oczekiwaniom zbudowanych przez nią samą. Po co obiecywać kibicom ośmiu skoczków w czołowej dwudziestce, kiedy w ostatnich dwóch zawodach do tego grona biało-czerwony dołączył tylko raz, do tego na samym jego końcu? Zdruzgotane wypowiedzi polskich zawodników wskazują na to, że nasi herosi nie radzą sobie z presją stawianą przez ich sprzymierzeńców.
Obecnie sytuacja wygląda jeszcze gorzej niż w tym samym momencie rok temu. Wtedy w Pucharze Świata mieliśmy Piotra Żyłę, skaczącego co prawda niestabilnie, ale potrafiącego zmieścić się momentami w piętnastce, a z banicji spowodowanej kontuzją wracał Kamil Stoch, dając nadzieję choćby na miejsca w czołowej dziesiątce. Dzisiaj skoczek z Zębu nie wie co zrobić, poza nim mamy kilku zawodników zdolnych z obecną formą jedynie do ciułania punktów, a jedynym zawodnikiem zdolnym do poprawienia składu kadry jest trenujący Jan Ziobro. Liczby nie kłamią - nie licząc zeszłorocznej kontuzji oraz pomijając fakt, że czasami niektóre konkursy lider naszej kadry opuszczał, podwójny mistrz olimpijski z Soczi ostatni raz zanotował tak słaby start w sezonie 2008/2009.
Bynajmniej nie piszę tego, aby pastwić się nad naszymi reprezentantami. Chcę zwrócić uwagę na jeden fakt - po sezonie olimpijskim w polskiej kadrze zaczęło się coś psuć. Mijający rok został uratowany przez dobre występy w marcu, zwieńczone brązowym medalem w Falun. Niestety, tym razem za dwa miesiące nie będzie się już praktycznie o co bić na światowych arenach, a pojedyncze sukcesy w konkursach Pucharu Świata raczej nie zakryją ogólnego niepowodzenia. Obawiam się, że Łukasz Kruczek ma około dwóch tygodni na uratowanie całego sezonu. Oby to schodzenie z formą na dno skończyło się dynamicznym wyskokiem w górę. Mając w pamięci grudzień 2012 roku można jeszcze w to wierzyć, zwłaszcza że Łukasz Kruczek znowu jako przyczynę problemu wskazuje kombinezony. Cóż, jeżeli już po raz drugi w przeciągu kilku lat zawala się sprawę w tak podstawowej kwestii, to należy kogoś pociągnąć do odpowiedzialności. Być może ktoś próbuje zwyczajnie zaklinać rzeczywistość, mając w pamięci wielki powrót do formy sprzed kilku lat. Historia lubi się powtarzać, lecz czy robi to ona aż tak nachalnie?
Do zamierzchłych czasów nawiązuje również Peter Prevc, jednak słoweński człowiek o stu twarzach robi to nie słowami, tylko czynami. Jego kariera w dużym stopniu przypomina mi drogę Jannego Ahonena przez Puchar Świata. Pięciokrotny triumfator Turnieju Czterech Skoczni przez dłuższy czas również zmagał się z łatką wiecznie drugiego, lecz gdy już odpalił, zaliczył kosmiczny sezon z dwunastoma wygranymi. Patrząc na to, co Prevc wyczyniał na Titlis, należy poważnie się zastanowić, czy nie pójdzie on w ślady swojego mrukowatego pierwowzoru i nie zdominuje stawki aż do marca.
Sprawę bardzo ułatwił mu Severin Freund. Niemiec ewidentnie posypał się w trakcie niedzielnego konkursu w Niżnym Tagile i od tej pory nie może się odnaleźć. Po dwóch wygranych w czterech zawodach, ósma oraz szósta lokata w Szwajcarii to wyniki zdecydowanie poniżej oczekiwań mistrza świata z Falun. Na ten moment, przodownictwo w Pucharze Świata jest oddalone od obrońcy Kryształowej Kuli o 165 punktów, a Prevc nie zamierza zwalniać. Możliwe, że reprezentant naszych zachodnich sąsiadów odpali u siebie na Turnieju Czterech Skoczni, jednak jak jego historia startów na wspomnianej imprezie długa i szeroka, tak nigdy nie udało mu się tam odegrać większej roli, a wszelkie aspiracje do triumfu zanikały już po Garmisch-Partenkirchen. Może ten sezon stanie się czasem przełamania i dla Freunda?
Warto również wspomnieć o partnerach Petera Prevca z sobotniego podium. Jeden z nich na tle innych zawodników wyróżnia się swoją młodzieńczą aparycją, drugi po raz kolejny przekracza bariery skokowej dojrzałości. Mimo zaledwie szesnastu lat na karku, Domen Prevc skacze, jakby nie bał się niczego - dotyczy to zarówno odporności psychicznej, jak i stylu skakania. Mam nadzieję, że Goran Janus odważy się wziąć swojego niepokornego młodzieńca do Kulm, gdyż ze swoim agresywnym stylem lotu może on tam sporo namieszać. Co ciekawe, mimo skrajnego atakowania w fazie lotu, nowa słoweńska gwiazda radzi sobie także z wiatrem w plecy. Wygląda na to, że mamy materiał na najbardziej mocarny duet braci od czasów rodu Ruudów.
Noriaki Kasai ustanowił z kolei kolejny rekord w swojej karierze. Po trzecim miejscu w Engelbergu, ten sezon stał się dla niego szesnastym, w którym japoński weteran zajął choć jedno miejsce na podium. Tym wynikiem prześcignął Jannego Ahonena - dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli tej sztuki dokonał piętnaście razy.
Można pokazywać rywalom plecy, mając 16 czy 43 lata. W tym momencie polskim kibicom nie zależy chyba jednak na tym, aby ich faworyci śrubowali jakiekolwiek rekordy młodości lub starości. Chcielibyśmy po prostu oglądać naszych zawodników bijących się o czołówkę. Nie jestem w stanie wymagać czegokolwiek od Kamila Stocha. Ten człowiek dał swoim fanom zwyczajnie zbyt dużo radości, by chcieć od niego więcej. Patrząc na ostatnie wypowiedzi naszego Mistrza, wypada mu tylko życzyć powrotu do radości ze skakania, spokoju i pomocy w trudnych chwilach od reszty naszej kadry. Tak naprawdę od czasów Adama Małysza polscy liderzy jeszcze nie mogli na to w stu procentach liczyć, bez względu na ciągłe zaklinanie rzeczywistości.
Który to już raz z kolei mamiono nas wizją potęgi polskich skoków? Przed każdym sezonem, kibice karmieni są wizją ich reprezentantów zajmujących wszystkie możliwe miejsca w czołówce stawki. Bojowe nastawienie do walki to ważna rzecz, lecz cała machina, z PZN-em na czele, wydaje się zawodzić oczekiwaniom zbudowanych przez nią samą. Po co obiecywać kibicom ośmiu skoczków w czołowej dwudziestce, kiedy w ostatnich dwóch zawodach do tego grona biało-czerwony dołączył tylko raz, do tego na samym jego końcu? Zdruzgotane wypowiedzi polskich zawodników wskazują na to, że nasi herosi nie radzą sobie z presją stawianą przez ich sprzymierzeńców.
Obecnie sytuacja wygląda jeszcze gorzej niż w tym samym momencie rok temu. Wtedy w Pucharze Świata mieliśmy Piotra Żyłę, skaczącego co prawda niestabilnie, ale potrafiącego zmieścić się momentami w piętnastce, a z banicji spowodowanej kontuzją wracał Kamil Stoch, dając nadzieję choćby na miejsca w czołowej dziesiątce. Dzisiaj skoczek z Zębu nie wie co zrobić, poza nim mamy kilku zawodników zdolnych z obecną formą jedynie do ciułania punktów, a jedynym zawodnikiem zdolnym do poprawienia składu kadry jest trenujący Jan Ziobro. Liczby nie kłamią - nie licząc zeszłorocznej kontuzji oraz pomijając fakt, że czasami niektóre konkursy lider naszej kadry opuszczał, podwójny mistrz olimpijski z Soczi ostatni raz zanotował tak słaby start w sezonie 2008/2009.
| Sezon | Punkty | Konkursy | Pkty/konkurs |
| 2009/2010 | 118 | 6 | 19,67 |
| 2010/2011 | 115 | 7 | 16,43 |
| 2011/2012 | 248 | 7 | 35,43 |
| 2012/2013 | 99 | 7 | 14,14 |
| 2013/2014 | 410 | 8 | 51,25 |
| 2015/2016 | 92 | 7 | 13,14 |
Bynajmniej nie piszę tego, aby pastwić się nad naszymi reprezentantami. Chcę zwrócić uwagę na jeden fakt - po sezonie olimpijskim w polskiej kadrze zaczęło się coś psuć. Mijający rok został uratowany przez dobre występy w marcu, zwieńczone brązowym medalem w Falun. Niestety, tym razem za dwa miesiące nie będzie się już praktycznie o co bić na światowych arenach, a pojedyncze sukcesy w konkursach Pucharu Świata raczej nie zakryją ogólnego niepowodzenia. Obawiam się, że Łukasz Kruczek ma około dwóch tygodni na uratowanie całego sezonu. Oby to schodzenie z formą na dno skończyło się dynamicznym wyskokiem w górę. Mając w pamięci grudzień 2012 roku można jeszcze w to wierzyć, zwłaszcza że Łukasz Kruczek znowu jako przyczynę problemu wskazuje kombinezony. Cóż, jeżeli już po raz drugi w przeciągu kilku lat zawala się sprawę w tak podstawowej kwestii, to należy kogoś pociągnąć do odpowiedzialności. Być może ktoś próbuje zwyczajnie zaklinać rzeczywistość, mając w pamięci wielki powrót do formy sprzed kilku lat. Historia lubi się powtarzać, lecz czy robi to ona aż tak nachalnie?
Do zamierzchłych czasów nawiązuje również Peter Prevc, jednak słoweński człowiek o stu twarzach robi to nie słowami, tylko czynami. Jego kariera w dużym stopniu przypomina mi drogę Jannego Ahonena przez Puchar Świata. Pięciokrotny triumfator Turnieju Czterech Skoczni przez dłuższy czas również zmagał się z łatką wiecznie drugiego, lecz gdy już odpalił, zaliczył kosmiczny sezon z dwunastoma wygranymi. Patrząc na to, co Prevc wyczyniał na Titlis, należy poważnie się zastanowić, czy nie pójdzie on w ślady swojego mrukowatego pierwowzoru i nie zdominuje stawki aż do marca.
Sprawę bardzo ułatwił mu Severin Freund. Niemiec ewidentnie posypał się w trakcie niedzielnego konkursu w Niżnym Tagile i od tej pory nie może się odnaleźć. Po dwóch wygranych w czterech zawodach, ósma oraz szósta lokata w Szwajcarii to wyniki zdecydowanie poniżej oczekiwań mistrza świata z Falun. Na ten moment, przodownictwo w Pucharze Świata jest oddalone od obrońcy Kryształowej Kuli o 165 punktów, a Prevc nie zamierza zwalniać. Możliwe, że reprezentant naszych zachodnich sąsiadów odpali u siebie na Turnieju Czterech Skoczni, jednak jak jego historia startów na wspomnianej imprezie długa i szeroka, tak nigdy nie udało mu się tam odegrać większej roli, a wszelkie aspiracje do triumfu zanikały już po Garmisch-Partenkirchen. Może ten sezon stanie się czasem przełamania i dla Freunda?
Warto również wspomnieć o partnerach Petera Prevca z sobotniego podium. Jeden z nich na tle innych zawodników wyróżnia się swoją młodzieńczą aparycją, drugi po raz kolejny przekracza bariery skokowej dojrzałości. Mimo zaledwie szesnastu lat na karku, Domen Prevc skacze, jakby nie bał się niczego - dotyczy to zarówno odporności psychicznej, jak i stylu skakania. Mam nadzieję, że Goran Janus odważy się wziąć swojego niepokornego młodzieńca do Kulm, gdyż ze swoim agresywnym stylem lotu może on tam sporo namieszać. Co ciekawe, mimo skrajnego atakowania w fazie lotu, nowa słoweńska gwiazda radzi sobie także z wiatrem w plecy. Wygląda na to, że mamy materiał na najbardziej mocarny duet braci od czasów rodu Ruudów.
Noriaki Kasai ustanowił z kolei kolejny rekord w swojej karierze. Po trzecim miejscu w Engelbergu, ten sezon stał się dla niego szesnastym, w którym japoński weteran zajął choć jedno miejsce na podium. Tym wynikiem prześcignął Jannego Ahonena - dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli tej sztuki dokonał piętnaście razy.
Można pokazywać rywalom plecy, mając 16 czy 43 lata. W tym momencie polskim kibicom nie zależy chyba jednak na tym, aby ich faworyci śrubowali jakiekolwiek rekordy młodości lub starości. Chcielibyśmy po prostu oglądać naszych zawodników bijących się o czołówkę. Nie jestem w stanie wymagać czegokolwiek od Kamila Stocha. Ten człowiek dał swoim fanom zwyczajnie zbyt dużo radości, by chcieć od niego więcej. Patrząc na ostatnie wypowiedzi naszego Mistrza, wypada mu tylko życzyć powrotu do radości ze skakania, spokoju i pomocy w trudnych chwilach od reszty naszej kadry. Tak naprawdę od czasów Adama Małysza polscy liderzy jeszcze nie mogli na to w stu procentach liczyć, bez względu na ciągłe zaklinanie rzeczywistości.
Słoweniec Peter Prevc jest liderem po pierwszej serii konkursu Pucharu Świata w szwajcarskim Engelbergu. Lider Pucharu Świata wyprzedza Norwega Kennetha Gangnesa oraz jego rodaka Johanna Andre Forfanga. W drugiej serii obejrzymy trzech Polaków - zajmują oni jednak miejsca w trzeciej dziesiątce.
Peter Prevc odniósł przekonujące zwycięstwo w sobotnim konkursie Pucharu Świata w szwajcarskim Engelbergu. Słoweniec wyprzedził swojego młodszego brata Domena, czym Słoweńcy wywalczyli pierwszy braterski dublet w historii Pucharu Świata. Podium uzupełnił weteran Noriaki Kasai. Najlepszy z Polaków - Kamil Stoch był 20.
Peter Prevc prowadzi z ogromną przewagą po pierwszej serii sobotniego konkursu indywidualnego Pucharu Świata w Engelbergu. Słoweniec wyprzedza Niemca Richarda Freitaga oraz swojego brata Domena. Najlepiej z Polaków spisał się Kamil Stoch który jest dziewiąty
Najlepszym zawodnikiem w dzisiejszych kwalifikacjach do konkursu jutrzejszego w Engelbergu, okazał się być Anze Lanisek.
Magiczny Engelberg. Zawsze dla nas przyjazny. Dwa lata temu przełamaliśmy tam podobny kryzys, rok temu było fantastycznie, Ziobro i Stoch wygrali oba konkursy i wszyscy podkreślali że na tej skoczni czujemy się dobrze, lubimy ją, a ona lubi nas. Wielu żyło nadzieją, że kiedy znowu zawitamy do Engelbergu, jak za dotknięciem magicznej różdżki Pieter z Jankiem będą się bić o pudło, a Klimek z Dawidem zdobędą solidne punkty. Niestety nic takiego się nie stało. Cała nasza drużyna w Szwajcarii zdobyła 37 punktów, czyli o dwa mniej niż tydzień temu w Rosji.
Kwalifikacje do niedzielnego konkursu Pucharu Świata w szwajcarskim Engelbergu wygrał tryumfator wczorajszych zawodów - Richard Freitag. Niemiec w swojej próbie uzyskał 135,5 metrów. Awansowało czterech Polaków.
Kwalifikacje do pierwszego konkursu Pucharu Świata w szwajcarskim Engelbergu wygrał Jernej Damjan, który w swojej próbie uzyskał 132,5 metra. Drugi był Richard Freitag (129,5 m), a trzeci Kento Sakuyama (136 m). O punkty do klasyfikacji generalnej PŚ walczyć będzie czterech naszych reprezentantów.
Kolejne zawody Pucharu Świata zostaną rozegrane w szwajcarskim Engelbergu. W kwalifikacjach weźmie udział 75 skoczków, w tym 7 Polaków.
Austriak Manuel Fettner wygrał serię próbną przed konkursem Pucharu Kontynentalnego w Engelbergu. Uzyskał on 121,5 m, co pozwoliło mu wyprzedzić jego rodaka, Christoph Staudera, który wylądował o dwa metry dalej. Na trzeciej pozycji uplasował się Lauri Asikainen - Fin osiągnął 121,5 m.Czwarty był Florian Altenburger, który doskoczył do 122 metra. Piąte miejsce zajął Aleksander Zniszczoł - nasz reprezentant wylądował na 127 metrze. Na szóstej pozycji po skoku na odległość 119,5 m znalazł się Markus Schiffner. Siódmy był Michael Herrmann, który uzyskał najlepszy rezultat treningu - 128,5 m. Czołową dziesiątkę zamknęli Andraz Pograjc (121,5 m), Alte Pedersen Roensen (123,5 m) oraz Krzysztof Miętus (118,5 m).
Pozostali nasi reprezentanci zajmowali dalsze lokaty. Dwóm udało się przekroczyć granicę 120 metrów - dokonali tego 25. Jakub Wolny (121,5 m) oraz 42. Przemysław Kantyka (120 m).
Pełne wyniki serii próbnej
W dniu dzisiejszym czekają nas emocje związane z Pucharem Kontynentalnym, który dziś i jutro odbędzie się szwajcarskim Engelbergu HS-137.
Wśród 76. skoczków zobaczymy także Polaków. Wystartują: Stefan Hula, Aleksander Zniszczoł, Przemysław Kantyka, Jakub Wolny, Krzysztof Miętus, Bartłomiej Kłusek, Andrzej Zapotoczny.
Start pierwszej serii zaplanowany jest dziś ona godzinę 14:00. Dwie godziny wcześniej odbędzie się oficjalny trening.
Lista startowa I serii
Klasyfikacja generalna CoC TUTAJ
Źródło: Informacja własna
Wśród 76. skoczków zobaczymy także Polaków. Wystartują: Stefan Hula, Aleksander Zniszczoł, Przemysław Kantyka, Jakub Wolny, Krzysztof Miętus, Bartłomiej Kłusek, Andrzej Zapotoczny.
Start pierwszej serii zaplanowany jest dziś ona godzinę 14:00. Dwie godziny wcześniej odbędzie się oficjalny trening.
Lista startowa I serii
Klasyfikacja generalna CoC TUTAJ
Źródło: Informacja własna
Czytaj więcej:
Źródło: Informacja własna
Jakub Ederwolf Bachta
Miałem wczoraj miły sen. Nie jakiś koszmar, co to człowiek się budzi zlany potem, a taki naprawdę bardzo miły, co jak się przebudzisz, to natychmiast próbujesz zamknąć oczy by ten sen nie uciekł i wrócił z powrotem. Otóż śniło mi się, że konkursy w Engelbergu wygrywali Janek Ziobro i Kamil Stoch, stając podwójnie na podium. Śniło mi się, że Kamil skakał w koszulce lidera, a Klimek zaliczył swoją życiówkę.
Piękny sen prawda? Ale to nie wszystko. Śniło mi się także, że wszyscy nasi porządnie punktowali, a najgorszym miejsce było 24.
Piękny sen prawda? Ale to nie wszystko. Śniło mi się także, że wszyscy nasi porządnie punktowali, a najgorszym miejsce było 24.
Kwalifikacje do dzisiejszego konkursu Pucharu Świata wygrał Klemens Murańka, który w swojej próbie uzyskał 134 metry. Drugie miejsce zajęli Jakub Janda (125,5 m) i Wolfgang Loitzl (124,5 m).
Kwalifikacje do konkursu Pucharu Świata w Engelbergu wygrał Wolfgang Loitzl, który w swojej próbie uzyskał 138 metrów. Drugie miejsce zajął Klemens Murańka (134,5 m), a trzeci był Thomas Diethart (135 m).
W drugim treningu nie miał sobie równych Kamil Stoch, który w swojej próbie uzyskał 136 metrów. Drugie miejsce zajął Andreas Kofler (131,5 m). Na trzeciej pozycji ex-aequo sklasyfikowani zostali Gregor Deschwanden (132,5 m) i Anders Fannemel (130,5 m).
W pierwszym oficjalnym treningu na skoczni w Engelbergu najlepszy okazał się być Anders Bardal (128 m). Drugie miejsce ex-aequo zajęli Kamil Stoch (126,5 m) i Andreas Wellinger (128 m).





































