Archiwum strony
-
▼
2016
(708)
- ► października (47)
-
►
2015
(686)
- ► października (17)
-
►
2014
(840)
- ► października (36)
-
►
2013
(764)
- ► października (47)
-
►
2012
(574)
- ► października (47)
-
►
2011
(188)
- ► października (9)
Dwa największe obiekty w Harrachovie od kilku lat stoją odłogiem. Także mniejsze skocznie są w złym stanie technicznym i grozi im zamknięcie.
Zakończyła się pierwsza seria konkursu FIS Cup w Harrachovie. Na prowadzeniu znalazł się Gasper Bartol przed Chul-ku Kang i Hyun-ki Kim.
Hyun-Ki Kim okazał się być najlepszy podczas jedynego treningu FIS Cup przed konkursem indywidualnym w Harrachovie.
![]() |
| Coline Mattel (fot. Stefan Piwowar) |
Właśnie zakończyły się treningi poprzedzające konkurs FIS Cup w czeskim Harrachovie. Najlepsze okazywały się Coline Mattel i Evelyn Insam. W obu seriach treningowych dobrze spisywała się Kinga Rajda.
W miniony weekend w czeskim Harrachovie odbyły się zawody na obiektach K70 i K90, w których tryumfowali m.in. Jakub Janda, Jan Michalek i Cestmir Kozisek. Na starcie nie zabrakło także reprezentantów Polski.
W sobotę na obiektach K8, K18 i K26 odbyły się tradycyjne zawody - Kaml Cup. Tryumfowali Radek Rydl, Jiri Konvalinka i Dominik Blaha.
W tym roku zawody Red Bull 400 zawitają do czeskiego Harrachova. Zmagania polegają na jak najszybszym wejściu na skocznię K120. Odbędą się one 13 września.
Mistrzostwa Świata w Lotach w Harrachovie zostały rozegrane pod dyktando pogody. Wiatr nie pozwolił organizatorom na przeprowadzenie trzeciej i czwartej serii. Dodatkowo niemożliwe było rozegranie konkursu drużynowego.
Sezon 2013/2014 dobiegł końca. Chcielibyśmy przedstawić Wam wywiad z czeskim skoczkiem młodego pokolenia. Frantisek Holik to bardzo dobrze zapowiadający się zawodnik, który urodził się 23. października 1998 roku w Pradze i reprezentuje klub LSK Lomnice n.P. Zapraszamy do lektury!
Czesi słyną ze swoich zabawnych kreskówek - Sąsiedzi czy Krecik stanowią przecież klasykę gatunku, towarzyszącą prawie każdemu we wczesnym dzieciństwie. Niestety, Mistrzostwa Świata w Lotach w Harrachovie nie dały nam tyle powodów do śmiechu. Chyba, że był to śmiech przez łzy.
Według mnie nie ma co za bardzo ganić FIS za wybór właśnie tej lokalizacji na miejsce rozgrywania Mistrzostw Świata w Lotach. W Harrachovie kapitalnie dali sobie radę z naśnieżeniem skoczni w mocno wiosennej aurze. Czwartek i piątek stały pod znakiem interesujących lotów i wyrównanej rywalizacji. Trochę ciężko winić Czechów za to, że pogoda im się popsuła. Skakać się nie dało - można było jedynie spróbować rozegrać całe Mistrzostwa do piątku, ale co wtedy z kibicami, którzy mieli wyjechać tylko na weekend?
"Ale przecież na Certaku zawsze wieje!!!!!111" - powiedział pewnie niejeden czytający ten tekst pasjonat skoków. Nie ukrywam, trochę w tym prawdy jest, ale w miniony weekend chyba nie dało się znaleźć obiektu, na którym przeprowadzenie konkursu nie wiązałoby się z problemami. Do tego na globie mamy tylko pięć mamutów, i żeby uniknąć tak nielubianej przez nas nudy, trzeba w nich jak najlepiej przebierać. Spory wkład w wyrobienie Harrachovowi łatki tak niedostępnej skoczni miał FIS, który z uporem maniaka wpychał mniejszego brata areny minionych Mistrzostw do kalendarza w grudniu, kiedy ze śniegiem są tam spore problemy.
Tak czy siak, dobrze, że nikt nie próbował w weekend tam skakać. Dla takiego Martina Kocha to mógł być naprawdę ostatni skok w życiu. W pewnym momencie oprócz wiatru, dla potencjalnego śmiałka/samobójcy śmiertelne zagrożenie stanowił nie tyle wiatr, co siatka, która rozciągnęła się na połowę szerokości zeskoku. Szkoda kibiców - trochę się na ten werdykt w sobotę naczekali.
W ukróconych Mistrzostwach Świata w Lotach najlepszy okazał się Severin Freund. Po Igrzyskach Niemiec prezentował się zdecydowanie najlepiej spośród czołówki i zasłużenie zgarnął złoto.Ogólnie, w ostatnim czasie skoczkowie reprezentujący naszych zachodnich sąsiadów mają problemy z występami na imprezie docelowej - rok temu Richard Freitag wygrał konkurs PŚ tuż przed i po Mistrzostwach Świata, a teraz Freund wyskakuje jako największy mocarz okresu poolimpijskiego. Miał szczęście, że w kalendarzu nawinęła się jakaś walka o medale, choć i bez tego mijający sezon byłby dla niego najlepszym w karierze.
Drugie miejsce zajął Anders "Cichociemny" Bardal. Ostatnie trzy sezony przyniosły mu Kryształową Kulę, tytuł Mistrza Świata, olimpijski medal, a teraz do tego dołożył medal MŚwL. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że... nikt nigdy nie ostrzega go jako faworyta. Trochę w pierwszym skoku Norweg miał szczęście do warunków, ale medalu nikt mu za to nie zabierze. Cichy skurczybyk z tego Bardala.
Trzeci był nowy idol polskich kibiców - Peter Prevc. Słoweniec bardzo chce podążać szlakiem Jannego Ahonena - oprócz mimiki przypominającej legendarnego Fina, ten młody skoczek zasłużył już sobie na miano "wiecznie drugiego" (choć jak dla mnie nazywanie tak pięciokrotnego triumfatora TCS było sporym nadużyciem w każdym momencie jego kariery, zwłaszcza gdy się przyjrzymy dokonaniom jego kolegi z reprezentacji, Mattiego Hautamaekiego). Prevc nie miał jeszcze swoich pięciu minut podczas większych zawodów - może psychika mu trochę siada? Nawet jeśli tak jest, to Słoweniec jeszcze ma czas, by okrzepnąć - każdy 21 latek chciałby się pochwalić taką kolekcją medali, nawet srebrnych i brązowych.
Miejsca na podium nie osiągnął niestety Noriaki Kasai. Szkoda, bo zdobycie drugiego medalu MŚwL po 22 latach przerwy byłoby wydarzeniem bez precedensu. Może byłoby to możliwe, gdyby Kasai miał większe szczęście do warunków - Japończyk dostał chyba największy bonus za wiatr z czołówki.
Samuraj od zawodów w Falun cierpiał na dolegliwości związane z kolanami, co pewnie odbiło się na jego formie. Wydawało mi się, że srebrny medalista z Sochi nie będzie miał problemów z utrzymaniem miejsca na podium generalki, jednak dolegliwości zdrowotne oraz bardzo dobra dyspozycja Freunda i Bardala sprawiła, że będzie musiał przed tym drugim bronić czwartego miejsca - szczerze mówiąc, większe szanse w tym pojedynku daje Norwegowi.
Kamilowi Stochowi nie udało się powtórzyć wyczynu Simona Ammanna i do dwóch złotych medali olimpijskich nie dorzucił tytułu Mistrza Świata w Lotach. Ciężko tu rozważać o brakach w sztuce latania, gdy wygrywa Freund, a przez połowę konkursu wieje mocno w plecy. W piątek skoki liderowi PŚ ewidentnie nie wychodziły, a okazja na poprawę została mu brutalnie odebrana przez pogodę. Mówi się trudno - pozostało jedynie postawić kropkę nad "i", i zapewnić sobie Kryształową Kulę. Nie oszukujmy się - żeby Kamil ją stracił, skoczek z Zębu musiałby zapomnieć, jak się skacze, a przy okazji przydałoby się, by Prevc powrócił do formy z konkursów w Polsce. Kamil nie rządził na skoczniach w taki sposób, jak na Igrzyskach, ale potrafił wykorzystać potknięcia swojego rywala i spokojnie go wypunktował.
Całkiem przyzwoicie zaprezentował się Maciej Kot. Dziesiąte miejsce na mamucie po tym malutkim dołku można uznać za sukces. Miejmy nadzieję, że nasza maruda, jak i cała nasza kadra, nie będzie miała takich wahań formy. Ambitne plany mówią o podium - w sumie, czemu nie? Oczywiście, lokatami podobnymi do tej z Harrachova również nie pogardzimy. Szkoda trochę, że nie odbyła się drużynówka - nasza kadra miała spore szanse na medal, może nie złoty, ale nawet srebro było w zasięgu.
Za największych przegranych Mistrzostw uznaję Jurija Tepesa i Gregora Schlierenzauera (Kranjca pominę z powodu kontuzji). Na swoim ulubionym rodzaju skoczni nie przypomnieli sobie, że potrafią bardzo dobrze latać. Owszem, Harrachov nie należy do typowych mamutów, a warunki za bardzo nie premiowały lotników, ale lokaty w "10" to dla takich specjalistów od przecinania powietrza absolutny mus.
Przed nami został już tylko finał w Planicy. Niestety, ciężko będzie o wyrównanie rekordu największej ilości zwycięzców w jednym sezonie - by tak się stało, zwycięstwo musiałoby odnieść dwóch nowych skoczków, a na horyzoncie nie widzę jakiegoś potencjalnego debiutanckiego triumfatora. No i do tego znowu mam wrażenie, że ten sezon minął szybciej od poprzedniego!
Według mnie nie ma co za bardzo ganić FIS za wybór właśnie tej lokalizacji na miejsce rozgrywania Mistrzostw Świata w Lotach. W Harrachovie kapitalnie dali sobie radę z naśnieżeniem skoczni w mocno wiosennej aurze. Czwartek i piątek stały pod znakiem interesujących lotów i wyrównanej rywalizacji. Trochę ciężko winić Czechów za to, że pogoda im się popsuła. Skakać się nie dało - można było jedynie spróbować rozegrać całe Mistrzostwa do piątku, ale co wtedy z kibicami, którzy mieli wyjechać tylko na weekend?
"Ale przecież na Certaku zawsze wieje!!!!!111" - powiedział pewnie niejeden czytający ten tekst pasjonat skoków. Nie ukrywam, trochę w tym prawdy jest, ale w miniony weekend chyba nie dało się znaleźć obiektu, na którym przeprowadzenie konkursu nie wiązałoby się z problemami. Do tego na globie mamy tylko pięć mamutów, i żeby uniknąć tak nielubianej przez nas nudy, trzeba w nich jak najlepiej przebierać. Spory wkład w wyrobienie Harrachovowi łatki tak niedostępnej skoczni miał FIS, który z uporem maniaka wpychał mniejszego brata areny minionych Mistrzostw do kalendarza w grudniu, kiedy ze śniegiem są tam spore problemy.
Tak czy siak, dobrze, że nikt nie próbował w weekend tam skakać. Dla takiego Martina Kocha to mógł być naprawdę ostatni skok w życiu. W pewnym momencie oprócz wiatru, dla potencjalnego śmiałka/samobójcy śmiertelne zagrożenie stanowił nie tyle wiatr, co siatka, która rozciągnęła się na połowę szerokości zeskoku. Szkoda kibiców - trochę się na ten werdykt w sobotę naczekali.
W ukróconych Mistrzostwach Świata w Lotach najlepszy okazał się Severin Freund. Po Igrzyskach Niemiec prezentował się zdecydowanie najlepiej spośród czołówki i zasłużenie zgarnął złoto.Ogólnie, w ostatnim czasie skoczkowie reprezentujący naszych zachodnich sąsiadów mają problemy z występami na imprezie docelowej - rok temu Richard Freitag wygrał konkurs PŚ tuż przed i po Mistrzostwach Świata, a teraz Freund wyskakuje jako największy mocarz okresu poolimpijskiego. Miał szczęście, że w kalendarzu nawinęła się jakaś walka o medale, choć i bez tego mijający sezon byłby dla niego najlepszym w karierze.
Drugie miejsce zajął Anders "Cichociemny" Bardal. Ostatnie trzy sezony przyniosły mu Kryształową Kulę, tytuł Mistrza Świata, olimpijski medal, a teraz do tego dołożył medal MŚwL. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że... nikt nigdy nie ostrzega go jako faworyta. Trochę w pierwszym skoku Norweg miał szczęście do warunków, ale medalu nikt mu za to nie zabierze. Cichy skurczybyk z tego Bardala.
Trzeci był nowy idol polskich kibiców - Peter Prevc. Słoweniec bardzo chce podążać szlakiem Jannego Ahonena - oprócz mimiki przypominającej legendarnego Fina, ten młody skoczek zasłużył już sobie na miano "wiecznie drugiego" (choć jak dla mnie nazywanie tak pięciokrotnego triumfatora TCS było sporym nadużyciem w każdym momencie jego kariery, zwłaszcza gdy się przyjrzymy dokonaniom jego kolegi z reprezentacji, Mattiego Hautamaekiego). Prevc nie miał jeszcze swoich pięciu minut podczas większych zawodów - może psychika mu trochę siada? Nawet jeśli tak jest, to Słoweniec jeszcze ma czas, by okrzepnąć - każdy 21 latek chciałby się pochwalić taką kolekcją medali, nawet srebrnych i brązowych.
Miejsca na podium nie osiągnął niestety Noriaki Kasai. Szkoda, bo zdobycie drugiego medalu MŚwL po 22 latach przerwy byłoby wydarzeniem bez precedensu. Może byłoby to możliwe, gdyby Kasai miał większe szczęście do warunków - Japończyk dostał chyba największy bonus za wiatr z czołówki.
Samuraj od zawodów w Falun cierpiał na dolegliwości związane z kolanami, co pewnie odbiło się na jego formie. Wydawało mi się, że srebrny medalista z Sochi nie będzie miał problemów z utrzymaniem miejsca na podium generalki, jednak dolegliwości zdrowotne oraz bardzo dobra dyspozycja Freunda i Bardala sprawiła, że będzie musiał przed tym drugim bronić czwartego miejsca - szczerze mówiąc, większe szanse w tym pojedynku daje Norwegowi.
Kamilowi Stochowi nie udało się powtórzyć wyczynu Simona Ammanna i do dwóch złotych medali olimpijskich nie dorzucił tytułu Mistrza Świata w Lotach. Ciężko tu rozważać o brakach w sztuce latania, gdy wygrywa Freund, a przez połowę konkursu wieje mocno w plecy. W piątek skoki liderowi PŚ ewidentnie nie wychodziły, a okazja na poprawę została mu brutalnie odebrana przez pogodę. Mówi się trudno - pozostało jedynie postawić kropkę nad "i", i zapewnić sobie Kryształową Kulę. Nie oszukujmy się - żeby Kamil ją stracił, skoczek z Zębu musiałby zapomnieć, jak się skacze, a przy okazji przydałoby się, by Prevc powrócił do formy z konkursów w Polsce. Kamil nie rządził na skoczniach w taki sposób, jak na Igrzyskach, ale potrafił wykorzystać potknięcia swojego rywala i spokojnie go wypunktował.
Całkiem przyzwoicie zaprezentował się Maciej Kot. Dziesiąte miejsce na mamucie po tym malutkim dołku można uznać za sukces. Miejmy nadzieję, że nasza maruda, jak i cała nasza kadra, nie będzie miała takich wahań formy. Ambitne plany mówią o podium - w sumie, czemu nie? Oczywiście, lokatami podobnymi do tej z Harrachova również nie pogardzimy. Szkoda trochę, że nie odbyła się drużynówka - nasza kadra miała spore szanse na medal, może nie złoty, ale nawet srebro było w zasięgu.
Za największych przegranych Mistrzostw uznaję Jurija Tepesa i Gregora Schlierenzauera (Kranjca pominę z powodu kontuzji). Na swoim ulubionym rodzaju skoczni nie przypomnieli sobie, że potrafią bardzo dobrze latać. Owszem, Harrachov nie należy do typowych mamutów, a warunki za bardzo nie premiowały lotników, ale lokaty w "10" to dla takich specjalistów od przecinania powietrza absolutny mus.
Przed nami został już tylko finał w Planicy. Niestety, ciężko będzie o wyrównanie rekordu największej ilości zwycięzców w jednym sezonie - by tak się stało, zwycięstwo musiałoby odnieść dwóch nowych skoczków, a na horyzoncie nie widzę jakiegoś potencjalnego debiutanckiego triumfatora. No i do tego znowu mam wrażenie, że ten sezon minął szybciej od poprzedniego!
Niestety, tak jak przypuszczaliśmy, konkurs drużynowy Mistrzostw Świata w Lotach w Harrachovie został odwołany. Powodem są zbyt silne podmuchy wiatru.
Konkurs miał rozpocząć się już o godzinie 16:00, jednak jego start był kilkukrotnie przekładany. Ostatecznie, po nieudanej próbie startu o godzinie 18:15, jury zadecydowało o odwołaniu III i IV serii.
Tym samym mistrzem świata w lotach został Severin Freund. Srebro zdobył Anders Bardal, a brąz Peter Prevc. Kamil Stoch został sklasyfikowany na piątym miejscu. Dobrze zaprezentował się również Maciej Kot, który zamknął pierwszą dziesiątkę.
Na niedzielę zaplanowano konkurs drużynowy. Ma on wystartować o godzinie, jednak prognozy pogody przewidują podobne warunki do tych, jakie panowały w sobotę.
Pokaz slajdów
źródło: FIS Ski Jumping
Kwalifikacje do konkursu MŚwL na skoczni w Harrachovie wygrali ex-aequo Anders Bardal (191,5 m) i Dimitry Vassiliev (193,5 m). Trzecie miejsce zajął reprezentant gospodarzy – Roman Koudelka (186 m).
Zakończyły się treningi przed dzisiejszymi kwalifikacjami do
konkursu Mistrzostw Świata w lotach w Harrachovie. Najlepszym
zawodnikiem w obu seriach był Peter Prevc.
I Trening:
Słoweniec znalazł się na
pierwszym miejscu lądując na 191 metrze. Jako drugi uplasował się
Simon Ammann z odległością 189 m. Trzeci był Severin Freund
(188,5 m).
Kamil Stoch został sklasyfikowany na pozycji czwartej za skok na 187 m. Piąty był Thomas Diethart (187,5 m), a szósty Rune Velta (188 m). Za nim uplasowali się Michael Neumayer (185,5 m), Andreas Wellinger (186,5 m), Jan Matura (183,5 m) i Roman Koudelka (176 m).
Nasi pozostali reprezentanci zajęli kolejno miejsca: 15. Maciej Kot (183 m), 18. Jan Ziobro (177 m), 27. Piotr Żyła (174,5 m), 33. Dawid Kubacki (189 m), 38. Klemens Murańka (163,5 m).
II Trening:
Kamil Stoch został sklasyfikowany na pozycji czwartej za skok na 187 m. Piąty był Thomas Diethart (187,5 m), a szósty Rune Velta (188 m). Za nim uplasowali się Michael Neumayer (185,5 m), Andreas Wellinger (186,5 m), Jan Matura (183,5 m) i Roman Koudelka (176 m).
Nasi pozostali reprezentanci zajęli kolejno miejsca: 15. Maciej Kot (183 m), 18. Jan Ziobro (177 m), 27. Piotr Żyła (174,5 m), 33. Dawid Kubacki (189 m), 38. Klemens Murańka (163,5 m).
II Trening:
W drugim treningu ponownie nie miał sobie równych Peter Prevc,
który uzyskał 212,5 m. Drugie miejsce zajął Kamil Stoch
(200,5 m), a trzeci był mistrz świata w lotach sprzed czterech lat
– Simon Ammann (198,5 m).
Dalej kolejno uplasowali się
Anders Bardal (195,5 m), Thomas Diethart (192,5 m), Markus
Eisenbichler (192 m) i Severin Freund (191 m). Bjoern Einar Romoeren
skokiem na odległość 195 m zapewnił sobie ósmą lokatę.
Dziewiątą pozycję zajął Jan Ziobro (189 m) a najlepszą
dziesiątkę zamknął Stefan Kraft (188,5 m).
Klemens Murańka
(187 m) był 17., Maciej Kot (184 m) - 23., Piotr Żyła (177,5 m) -
33., a Dawid Kubacki (163,5 m) - 44.
Źródło: Informacja własna
Już w ten weekend odbędą się Mistrzostwa Świata w Lotach w czeskim Harrachovie.Oto skład naszej drużyny na te zawody.
W miniony weekend na skoczniach K70 i K40 w Harrachovie odbyły się Mistrzostwa Czech, w których rywalizowały zawodnicy, jak i zawodniczki w różnych kategoriach wiekowych.
Podczas Igrzysk w Sochi byliśmy świadkami pasjonujących potyczek pomiędzy skoczkami, podczas których dwa kapitalne triumfy odniósł Kamil Stoch. Jednak zimowa kampania trwa i trzeba walczyć dalej. Bitewny kurz jeszcze nie opadł, a już od środy zaczynamy kolejne starcia. Przed nami końcówka Pucharu Świata oraz Mistrzostwa Świata w Lotach!Nasz As Przestworzy już teraz jest właściwie największym wygranym tego sezonu. Nic nie przebije podwójnego zwycięstwa na Igrzyskach. Te wiktorie robią jeszcze większe wrażenie, gdy przypomnimy sobie, że... w obu konkursach Kamil nie oddał idealnych skoków! Na normalnej skoczni drugi skok był trochę spóźniony, a kończącą próbę na dużym obiekcie sam Mistrz określił jako dramat. Zwycięzców się nie sądzi, ale może ta decyzja o zrezygnowaniu z usług psychologa została podjęta zbyt pochopnie? Z drugiej strony, psycholog rok temu był, a Kamilowi też raz nie wyszło. Od stresu się nie ucieknie.
Ten krótki wywód nie miał jednak na celu krytykę lidera naszej kadry. Przed nami skandynawski maraton (siedem konkursów w półtora tygodnia, to dopiero wymyślili!), który najprawdopodobniej zadecyduje o tym, kto 23 marca wzniesie w Planicy Kryształową Kulę. Skoro presja związana z tymi konkursami będzie siłą rzeczy mniejsza w porównaniu do tej olimpijskiej, to aż strach pomyśleć, co ten Kamil może podczas tego nordyckiego tournée wyczyniać! Już pod koniec zeszłego sezonu Rakieta z Zębu odlatywała po parę metrów rywalom. Niestety, bywały również zepsute konkursy, takie jak ten w Lahti (chodzi tu o niewykorzystanie potencjału, bo piąte miejsce złym nazwać nie można), jednak liczę na to, że podwójny mistrz olimpijski nie pozwoli sobie na takie chwile oddechu. W rywalizacji o zwycięstwo w Pucharze Świata każdy punkt może okazać się na wagę złota!
Dobrze, skoro balon oczekiwań został przeze mnie maksymalnie napompowany, mogę zająć się głównymi przeciwnikami Stocha. Wydawało się, że po średnich startach w Willingen Peter Prevc nie wróci do swojej formy ze stycznia. Tymczasem z Sochi wyjechał z dwoma medalami i nie wygląda na to, żeby miał łatwo poddać walkę o Kryształową Kulę. Warto pamiętać, że na finiszu batalii o Puchar Świata będzie skakał na swoim terenie. Ma coś swojemu polskiemu przeciwnikowi do udowodnienia - gdyby nie on, pretendent do przejęcia pseudonimu "Maska" od Janne Ahonena posiadałby w swojej kolekcji złoto olimpijskie i krążek tego samego kruszcu z mistrzostw świata. Co prawda ciężko jest powrócić na szczyt, a Kamil formę ma nieziemską, ale na Słoweńca trzeba uważać!
W odległości około 180 punktów od lidera klasyfikacji generalnej znajduje się Noriaki Kasai. Reprezentant Japonii w wieku 41 lat przeżywa swój najlepszy sezon w karierze, a już na pewno najlepszy od 15 lat, kiedy to plasował się na podium Pucharu Świata i Turnieju Czterech Skoczni. Właśnie w tym roku Samuraj zdobył swój najcenniejszy w karierze krążek - srebro Igrzysk Olimpijskich. Japończykowi ciężko będzie zbliżyć się w klasyfikacji do Stocha i Prevca, ale patrząc na jego formę, doświadczenie i dyspozycję rywali (ciężko się skacze, gdy nie widzi się sensu w tym, co się robi), powinien utrzymać podium w generalce, a chyba tylko jakiś wypadek mógłby go pozbawić miejsca w piątce. Do tego przed nim jeszcze Mistrzostwa Świata w Lotach. 22 lata temu właśnie w Harrachovie Noriaki Kasai zdobył swój jedyny złoty medal w karierze, który przypadł mu wraz z tytułem najlepszego lotnika globu. Patrząc na to, jakie skoki reprezentant Kraju Kwitnącej Wiśni oddawał w Kulm, ciężko mi odmówić mu roli faworyta na czempionacie tej samej rangi, która obędzie się za kilka tygodni. W tej chwili to Kasai jest dla mnie najlepszym lotnikiem na świecie.
Poza czołową trójką klasyfikacji generalnej ciężko mi znaleźć faworytów do wygranych. Najbliżej poziomu tych zawodników znajdują się chyba Anders Bardal (któremu najlepiej idzie, gdy nikt na niego nie stawia) i Severin Freund (on z kolei może być rozbity po niepowodzeniu w konkursach indywidualnych na Igrzyskach). Do tej grupy pościgowej mogą dołączyć może już nie tacy młodzi, ale gniewni z Austrii - Michael Hayboeck oraz Thomas Diethart. Może jeszcze w Harrachovie nastąpi cudowne odrodzenie słoweńskich lotników lub/i Gregora Schlierenzauera. Po burzliwym początku sezonu, czołówka się ustabilizowała. Z jednej strony szkoda, bo do rekordu największej ilości różnych triumfatorów zawodów z cyklu PŚ brakuje tylko zwycięstw dwóch nowych skoczków, ale z drugiej fajnie byłoby zobaczyć jakąś serię zwycięstw Ka... któregoś z zawodników. Nie ma co przesądzać - w tym sezonie już parokrotnie najlepsza dziesiątka kolejnych konkursów zmieniała się jak w kalejdoskopie.
Na podbój Skandynawii skład z Igrzysk uzupełni Klemens Murańka. Jest to optymalne zestawienie, ale po wynikach zawodów Pucharu Kontynentalnego nie dało się podjąć innej decyzji. Nawet nie szkoda tego siódmego miejsca na Puchar Świata - pozostałym naszym zawodnikom regularne punktowanie w konkursach najwyższej rangi na ten czas sprawiałoby sporo problemów.
Przy okazji stanę w obronie Piotra Żyły. Co prawda kadrowy śmieszek w trakcie sezonu się niestety pogubił, ale nie sądzę, by w tym momencie w naszej kadrze znajdował się ktoś, kto spisałby się podczas drużynówki lepiej. Klemens Murańka być może formę fizyczną złapał całkiem przyzwoitą, jednak głowa nie zawsze pozwala mu na dobre starty, co widzieliśmy podczas ważnych startów w ostatnich tygodniach. Dawid Kubacki skakał równo, jednak wydaje mi się, że suma punktów uzbieranych przez niego byłaby podobna do tego, co w tych dwóch skrajnie różnych próbach wywalczył Piotrek. Z kolei mój faworyt na wyjazd do Sochi, Krzysztof Biegun, w ciągu ostatnich dni zgubił nieco formy z początku sezonu. Mimo to dalej uważam, że niespodziewany zwycięzca z Klingenthal zbyt brutalnie został oderwany od walki o Igrzyska.
Nie pozostaje nic innego, jak śledzić rywalizację w oczekiwaniu na to, co przyniosą nam najbliższe skoki. Jedno jest pewne - będzie ciekawie!






































