Archiwum strony
-
▼
2016
(708)
- ► października (47)
-
►
2015
(686)
- ► października (17)
-
►
2014
(840)
- ► października (36)
-
►
2013
(764)
- ► października (47)
-
►
2012
(574)
- ► października (47)
-
►
2011
(188)
- ► października (9)
![]() |
| Źródło: depositphotos.com |
![]() |
| Skocznia Rukatunturi w Kuusamo |
KUUSAMO - ZNOWU TO SAMO
![]() |
| Thomas Morgenstern - jedna z "ofiar" Kuusamo |
RUKA W PUCHARZE ŚWIATA
![]() |
| Kazuyoshi Funaki (źródło: schanzenfotos.de) |
PARAMETRY SKOCZNI - CZYLI ZA CO KUUSAMO DA SIĘ LUBIĆ?
Nie ukrywam, że mimo natarczywego czasem wiatru tę skocznię uwielbiam. Rukatunturi jest jedną z bardziej lotnych skoczni w kalendarzu pucharu świata. Może i punkt K jest zwyczajny, bo usytuowany na 120 metrze, no ale wielkość skoczni to 142 metry, a sam charakter pod względem profilu skoczni czyni tę skocznię jakby "mini-mamutem", przez co loty zawodników wyglądają naprawdę widowiskowo. Na dodatek jak już wieje korzystny wiatr, to mamy do czynienia z widowiskiem pierwszorzędnym, które nie każda skocznia jest w stanie zapewnić wymagającym kibicom.
SKOCZNIA LAPOŃSKA, A SPRAWA POLSKA
| Marcin Bachleda |
Przed konkursami w Finlandii polscy kibice zawsze są pełni trwogi, bo to jednak nie jest ulubiona skocznia Polaków. Nawet Adam Małysz, który ma na swoim koncie 39 zwycięstw, ani razu nie wygrywał w Kuusamo, za to trzy razy stawał na drugim stopniu podium: raz w 2002 i dwukrotnie w 2003 roku, no ale nawet przy wielkiej formie naszemu skoczkowi z Wisły nie udało się zająć tego najwyższego miejsca na podium podczas zawodów w dalekiej i mroźnej Finlandii. Kamil Stoch tutaj nigdy nie stawał na podium, najwyżej był na miejscu czwartym w 2011 roku. Chyba tylko o jednym skoczku polskim można powiedzieć, że ma dobre wspomnienia z tą skocznią... a właściwie to jedno wspomnienie. Mowa mianowicie o Marcinie Bachledzie. "Diabełek" właśnie w Kuusamo miał konkurs życia, kiedy to dostał diabelskiej mocy i wykręcił życiówkę w historii swoich startów w pucharze świata, a mianowicie jedenaste miejsce. Nie jest to może jakieś wybitne osiągnięcie, ale zawsze coś.
CZEGO SIĘ SPODZIEWAĆ W TYM ROKU?
![]() |
| Noriaki Kasai - ubiegłoroczny zwycięzca |
![]() |
| Peter Prevc - kandydat do wygranej? |
Kolejna edycja Letniego Pucharu Bieszczadów - Mistrzostw Podkarpackiego Okręgowego Związku Narciarskiego w skokach narciarskich i kombinacji norweskiej już w przyszły weekend ponownie zawita do Zagórza.
Skoki narciarskie są nietypowym sportem. 250 m Petera Prevca dało mu tytuł rekordzisty świata tylko przez 23 godziny. Tymczasem w sobotę do zostania mistrzem globu na całe dwa lata będzie wystarczyło prawdopodobnie około 200 metrów - i to w dwóch skokach.
W historii skoczkowie mieli okazję powalczyć w Falun powalczyć o tytuł najlepszego zawodnika na świecie aż trzykrotnie. W 1954 roku złoty medal w konkursie na skoczni K80 zdobył Matti Pietikäinen. Dwadzieścia lat później skoczkowie rywalizowali na dwóch obiektach, normalnym i dużym, jednak zwycięzca ciągle pozostał jeden - był nim Hans Georg Aschenbach.
O ile reprezentant NRD już przed mistrzostwami odnosił sukcesy, to w 1993 roku w Falun triumfowali zawodnicy, którzy z medalami przed czempionatem mieli mało wspólnego. Espen Bredesen na Igrzyskach Olimpijskich w Albertville zajmował miejsca w szóstej dziesiątce, a norweska prasa nadała mu tytuł Orła, nawiązując do wyczynów słynnego z szybkiego lądowania Eddiego Edwardsa. Kilkanaście miesięcy później zawodnik o opinii podobnej do tej, jaką swego czasu nad Wisłą miał (według mnie niezasłużenie) Robert Mateja, został Mistrzem Świata, a ten tytuł okazał się jedynie przystawką do tego, co reprezentant kraju Wikingów zgromadził w sezonie 1993/1994. Przewrotny jest ten sport, co nie?
Kolejnym triumfatorem, tym razem na obiekcie normalnym, został Masahiko Harada. Ponownie mamy do czynienia z nazwiskiem, które dla teraźniejszych fanów skoków jest niemal legendarne, jednak 22 lata temu nie wyróżniało się w zbieraninie skoczków. Dość powiedzieć, że po złotym medalu z Falun na swoje pierwsze podium w Pucharze Świata musiał czekać aż do sezonu 1995/1996. Zresztą, na wielkie imprezy ten wiecznie uśmiechnięty zawodnik umiał przygotować się wybornie - w 1997 roku w Trondheim zgromadził drugie złoto, kiedy sezon w "cyrku Hofera" zakończył na 29 miejscu! Być może i w tym roku z Falun ze złotym medalem wyjedzie ktoś, na kogo nikt by nie stawiał?
Wytypowanie czarnego konia graniczy jednak z niemożliwością, a o wiele łatwiej wygląda wybieranie faworytów. Po ostatnich tygodniach na pewniaka do medalu kreuje się Severin Freund - na swojej skoczni w Titisee-Neustadt Niemiec odlatywał rywalom na dobre kilka metrów, a od dubletu uchroniła go tylko dyskwalifikacja w drugim konkursie. Odbiło się to delikatnie na jego początkowej dyspozycji w Vikersund, jednak już w drugich zawodach zmiażdżył swoich rywali, triumfując w trzecim weekendzie Pucharu Świata z rzędu. Problemem lidera reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów było przygotowanie na wielkie imprezy - zarówno w Soczi, jak i na tegorocznym Turnieju Czterech Skoczni Freund odnotowywał spadki formy.
Za nowym rekordzistą Niemiec w długości lotu stawiam Andersa Fannemela. Przy Norwegu trzeba jednak postawić małe zastrzeżenie - autor najdłuższego skoku w historii prezentuje styl, który daje mu przewagę na mamutach, lecz na skoczni normalnej może on się okazać mało wydajny. Mimo tego, zdecydowane zwycięstwo w Neustadt wraz z dwoma drugimi lokatami w Vikersund plasuje Norwega bardzo wysoko w gronie kandydatów do medalu.
Nie można zapomnieć o świeżo upieczonym liderze Pucharu Świata, Peterze Prevcu. Po kapitalnych, sobotnich lotach w Vikersund, w niedzielę na trzy próby dwie zakończył na buli. Ciężko powiedzieć, czy to był chwilowy spadek formy, czy też zwiastun większej niedyspozycji. Wiadomo jedno - kogoś, kto z dwóch ostatnich zawodów rangi mistrzowskiej wywiózł cztery medale, nie wolno lekceważyć.
Do Norwegii z "10" Pucharu Świata poleciał również Noriaki Kasai. Japoński sensei skoków narciarskich ostatnio czaił się pod koniec pierwszej dziesiątki, lądując na podium jedynie na lotach w Vikersund. Doświadczenie skoczka z Kraju Kwitnącej Wiśni może przynieść mu sporo korzyści - w Soczi po średnim występie na normalnym obiekcie mało osób na niego stawiało, a naprawdę niewiele brakło, by na dużej skoczni zrobił psikusa Kamilowi Stochowi.
Ci trzej ostatni zawodnicy to tylko urywek z ogromnej grupy skoczków, którzy powinni powalczyć o medale w Falun. Trzej, gdyż Severin Freund przed Mistrzostwami miał o klasę lepszą formę od swoich rywali. W Vikersund nie pojawili się Austriacy - Stefan Kraft na pewno nie będzie chciał poprzestać na triumfie w Turnieju Czterech Skoczni i spróbuje przeciwstawić się swojemu różowemu bratu z Niemiec. Spory skok do przodu między Willingen a Neustadt wykonał Gregor Schlierenzauer, któremu nie w smak dwa sezony z rzędu bez znaczącego osiągnięcia. Zobaczymy, czy niedyspozycja Michaela Hayboecka to chwilowa zadyszka, czy zmęczenie sezonem - w pierwszym przypadku po treningach Austriak znowu może wrócić do dyspozycji z przełomu roku.
Skoro jesteśmy przy dominatorach z listopada i grudnia, warto wspomnieć o Romanie Koudelce. Czech już nie skakał tak skutecznie, jak na początku sezonu, kiedy to zgarniał najwięcej wygranych, jednak ciągle kręcił się koło podium. Obok Krafta, był chyba najrówniejszym zawodnikiem z całej stawki. Można mieć pewność, że podopieczny Richarda Schalerta zaprezentuje się przynajmniej przyzwoicie, ale czy starczy to na podium?
Wielką niewiadomą stanowią powracający po kontuzji Anders Bardal i Simon Ammann. Pierwszy przed absencją nie zachwycał, jednak w Falun broni tytułu Mistrza na normalnej skoczni sprzed dwóch lat. Czterokrotny Mistrz Olimpijski z kolei zgromadził najwięcej punktów na jeden konkurs - średnio gromadził ich 61,78, co stanowi o prawie 10 punktów lepszy wynik od lidera klasyfikacji generalnej! Jeżeli przypomnimy sobie jeszcze to, co wyprawiał Simon Ammann po swojej poprzedniej absencji przed wielką imprezą, z pewnością stwierdzimy, że czołówka musi się szwajcarskiego Pottera obawiać.
A Polacy? Trudno powiedzieć mi coś o biało-czerwonych, nie powtarzając się. Wszyscy wiemy, po co Kamil Stoch jedzie do Falun. Szanse, aby osiągnąć swój cel niewątpliwie ma - w końcu od Zakopanego na każdej skoczni był co najmniej raz na drugim miejscu, a zdarzało się, że wygrywał. Vikersund nasz lider sobie odpuścił - nikt nie wątpi w słuszność takich decyzji po wydarzeniach z Predazzo i Soczi, kiedy to przed czempionatami odpuszczał kolejno Oberstdorf oraz Sapporo. Podobno do formy wrócił Klemens Murańka, jednak warto zaczekać, jak te proroctwa zweryfikują zawody - takich dobrych nowin otrzymywaliśmy w tym sezonie już wiele. Co do reszty - oby było lepiej (Dawid, Jan), równiej (Piotr) i tak jak w Willingen (Aleksander)!
Atmosfera z minuty na minutę robi się coraz gęstsza, a czołówka prezentuje się niczym solidny peleton kolarski przed finiszem. Kto w tym ścisku sięgnie po medale? Po tygodniu pełnym emocji wszystkie wątpliwości zostaną rozwiane!
W historii skoczkowie mieli okazję powalczyć w Falun powalczyć o tytuł najlepszego zawodnika na świecie aż trzykrotnie. W 1954 roku złoty medal w konkursie na skoczni K80 zdobył Matti Pietikäinen. Dwadzieścia lat później skoczkowie rywalizowali na dwóch obiektach, normalnym i dużym, jednak zwycięzca ciągle pozostał jeden - był nim Hans Georg Aschenbach.
O ile reprezentant NRD już przed mistrzostwami odnosił sukcesy, to w 1993 roku w Falun triumfowali zawodnicy, którzy z medalami przed czempionatem mieli mało wspólnego. Espen Bredesen na Igrzyskach Olimpijskich w Albertville zajmował miejsca w szóstej dziesiątce, a norweska prasa nadała mu tytuł Orła, nawiązując do wyczynów słynnego z szybkiego lądowania Eddiego Edwardsa. Kilkanaście miesięcy później zawodnik o opinii podobnej do tej, jaką swego czasu nad Wisłą miał (według mnie niezasłużenie) Robert Mateja, został Mistrzem Świata, a ten tytuł okazał się jedynie przystawką do tego, co reprezentant kraju Wikingów zgromadził w sezonie 1993/1994. Przewrotny jest ten sport, co nie?
Kolejnym triumfatorem, tym razem na obiekcie normalnym, został Masahiko Harada. Ponownie mamy do czynienia z nazwiskiem, które dla teraźniejszych fanów skoków jest niemal legendarne, jednak 22 lata temu nie wyróżniało się w zbieraninie skoczków. Dość powiedzieć, że po złotym medalu z Falun na swoje pierwsze podium w Pucharze Świata musiał czekać aż do sezonu 1995/1996. Zresztą, na wielkie imprezy ten wiecznie uśmiechnięty zawodnik umiał przygotować się wybornie - w 1997 roku w Trondheim zgromadził drugie złoto, kiedy sezon w "cyrku Hofera" zakończył na 29 miejscu! Być może i w tym roku z Falun ze złotym medalem wyjedzie ktoś, na kogo nikt by nie stawiał?
Wytypowanie czarnego konia graniczy jednak z niemożliwością, a o wiele łatwiej wygląda wybieranie faworytów. Po ostatnich tygodniach na pewniaka do medalu kreuje się Severin Freund - na swojej skoczni w Titisee-Neustadt Niemiec odlatywał rywalom na dobre kilka metrów, a od dubletu uchroniła go tylko dyskwalifikacja w drugim konkursie. Odbiło się to delikatnie na jego początkowej dyspozycji w Vikersund, jednak już w drugich zawodach zmiażdżył swoich rywali, triumfując w trzecim weekendzie Pucharu Świata z rzędu. Problemem lidera reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów było przygotowanie na wielkie imprezy - zarówno w Soczi, jak i na tegorocznym Turnieju Czterech Skoczni Freund odnotowywał spadki formy.
Za nowym rekordzistą Niemiec w długości lotu stawiam Andersa Fannemela. Przy Norwegu trzeba jednak postawić małe zastrzeżenie - autor najdłuższego skoku w historii prezentuje styl, który daje mu przewagę na mamutach, lecz na skoczni normalnej może on się okazać mało wydajny. Mimo tego, zdecydowane zwycięstwo w Neustadt wraz z dwoma drugimi lokatami w Vikersund plasuje Norwega bardzo wysoko w gronie kandydatów do medalu.
Nie można zapomnieć o świeżo upieczonym liderze Pucharu Świata, Peterze Prevcu. Po kapitalnych, sobotnich lotach w Vikersund, w niedzielę na trzy próby dwie zakończył na buli. Ciężko powiedzieć, czy to był chwilowy spadek formy, czy też zwiastun większej niedyspozycji. Wiadomo jedno - kogoś, kto z dwóch ostatnich zawodów rangi mistrzowskiej wywiózł cztery medale, nie wolno lekceważyć.
Do Norwegii z "10" Pucharu Świata poleciał również Noriaki Kasai. Japoński sensei skoków narciarskich ostatnio czaił się pod koniec pierwszej dziesiątki, lądując na podium jedynie na lotach w Vikersund. Doświadczenie skoczka z Kraju Kwitnącej Wiśni może przynieść mu sporo korzyści - w Soczi po średnim występie na normalnym obiekcie mało osób na niego stawiało, a naprawdę niewiele brakło, by na dużej skoczni zrobił psikusa Kamilowi Stochowi.
Ci trzej ostatni zawodnicy to tylko urywek z ogromnej grupy skoczków, którzy powinni powalczyć o medale w Falun. Trzej, gdyż Severin Freund przed Mistrzostwami miał o klasę lepszą formę od swoich rywali. W Vikersund nie pojawili się Austriacy - Stefan Kraft na pewno nie będzie chciał poprzestać na triumfie w Turnieju Czterech Skoczni i spróbuje przeciwstawić się swojemu różowemu bratu z Niemiec. Spory skok do przodu między Willingen a Neustadt wykonał Gregor Schlierenzauer, któremu nie w smak dwa sezony z rzędu bez znaczącego osiągnięcia. Zobaczymy, czy niedyspozycja Michaela Hayboecka to chwilowa zadyszka, czy zmęczenie sezonem - w pierwszym przypadku po treningach Austriak znowu może wrócić do dyspozycji z przełomu roku.
Skoro jesteśmy przy dominatorach z listopada i grudnia, warto wspomnieć o Romanie Koudelce. Czech już nie skakał tak skutecznie, jak na początku sezonu, kiedy to zgarniał najwięcej wygranych, jednak ciągle kręcił się koło podium. Obok Krafta, był chyba najrówniejszym zawodnikiem z całej stawki. Można mieć pewność, że podopieczny Richarda Schalerta zaprezentuje się przynajmniej przyzwoicie, ale czy starczy to na podium?
Wielką niewiadomą stanowią powracający po kontuzji Anders Bardal i Simon Ammann. Pierwszy przed absencją nie zachwycał, jednak w Falun broni tytułu Mistrza na normalnej skoczni sprzed dwóch lat. Czterokrotny Mistrz Olimpijski z kolei zgromadził najwięcej punktów na jeden konkurs - średnio gromadził ich 61,78, co stanowi o prawie 10 punktów lepszy wynik od lidera klasyfikacji generalnej! Jeżeli przypomnimy sobie jeszcze to, co wyprawiał Simon Ammann po swojej poprzedniej absencji przed wielką imprezą, z pewnością stwierdzimy, że czołówka musi się szwajcarskiego Pottera obawiać.
A Polacy? Trudno powiedzieć mi coś o biało-czerwonych, nie powtarzając się. Wszyscy wiemy, po co Kamil Stoch jedzie do Falun. Szanse, aby osiągnąć swój cel niewątpliwie ma - w końcu od Zakopanego na każdej skoczni był co najmniej raz na drugim miejscu, a zdarzało się, że wygrywał. Vikersund nasz lider sobie odpuścił - nikt nie wątpi w słuszność takich decyzji po wydarzeniach z Predazzo i Soczi, kiedy to przed czempionatami odpuszczał kolejno Oberstdorf oraz Sapporo. Podobno do formy wrócił Klemens Murańka, jednak warto zaczekać, jak te proroctwa zweryfikują zawody - takich dobrych nowin otrzymywaliśmy w tym sezonie już wiele. Co do reszty - oby było lepiej (Dawid, Jan), równiej (Piotr) i tak jak w Willingen (Aleksander)!
Atmosfera z minuty na minutę robi się coraz gęstsza, a czołówka prezentuje się niczym solidny peleton kolarski przed finiszem. Kto w tym ścisku sięgnie po medale? Po tygodniu pełnym emocji wszystkie wątpliwości zostaną rozwiane!
Współrekordzista obiektu? Adam Małysz. Zwycięzca ostatniego konkursu? Kamil Stoch. Skocznia Hochfirstschanze jest dla biało-czerwonych korzystna niczym sędziowie z katarskich Mistrzostw w piłce ręcznej dla gospodarzy. Z 6 weekendów Pucharu Świata rozegranych w Titisee-Neustadt reprezentant Polski nie zajął w nich miejsca na podium tylko raz. A to było 12 lat temu, kiedy z 4 serii przeprowadzono tylko jedną, i nieprawda.
Niestety, w FIS-ie nie lubią Titisee. Niemiecka skocznia jest niechcianym dzieckiem każdego kalendarza. Kiedy ten jakże korzystny dla biało-czerwonych obiekt zniknął z kalendarza Pucharu Świata po sezonie 2006/2007, nie oglądaliśmy go przez kolejne sześć lat. Hochfirstschanze powróciła z kolejną porcją pasjonującej rywalizacji z happy-endem, po czym... ponownie z niego zrezygnowano - gdyby nie dezercja Liberca, nie oglądalibyśmy w tym sezonie zawodów na niemieckiej skoczni HS142. W kalendarzu na przyszły rok wzmianki o Neustadt również nie ma. Niby konkurów w Niemczech za dużo, ale z drugiej strony, jakoś tak smutniej bez tej skoczni się robi, zwłaszcza że ostatnie zmagania na Hochfirstschanze odbywały się w dobrych i sprawiedliwych warunkach.
Częsty brak Neustadt w kalendarzu smuci jeszcze bardziej, gdy spojrzymy w statystyki - tam na każdym polu rządzą Polacy. Najwięcej razy wygrywał tu Adam Małysz - po wiktorii w 2001 roku dołożył podwójny triumf 6 lat później, okraszony wyrównaniem 145-metrowego rekordu skoczni Svena Hannawald. Gdy do osiągnięć Orła z Wisły dodamy zwycięstwo Kamila Stocha sprzed sezonu, okaże się, że polscy skoczkowie odnieśli najwięcej zwycięstw wśród wszystkich nacji. Jedynie w statystyce podiów wyprzedza nas Austria.
NAJWIĘCEJ ZWYCIĘSTW:
1. Adam Małysz - 3
2. Martin Hoellwarth - 2
3. Jakub Janda - 1
- Kamil Stoch
- Janne Ahonen
- Thomas Morgenstern
- Sven Hannawald
- Tami Kiuru
NAJWIĘCEJ MIEJSC NA PODIUM:
1. Adam Małysz - 6
2. Martin Hoellwarth - 3
3. Kamil Stoch - 2
- Jakub Janda
- Janne Ahonen
- Thomas Morgenstern
- Andreas Kofler
- Simon Ammann
NAJWIĘCEJ ZWYCIĘSTW (państwa):
1. Polska - 4
2. Austria - 3
3. Finlandia - 2
NAJWIĘCEJ MIEJSC NA PODIUM (państwa):
1. Austria - 10
2. Polska - 8
3. Finlandia - 4
Austriacy przed laty rządzili w Neustadt, jednak przed nadchodzącymi zawodami ich sytuacja nie prezentuje się kolorowo. Po piorunującym początku sezonu, Michael Hayboeck wyraźnie opadł z sił i jeżeli nie poprawi swojej formy, czeka go swobodne spadanie w klasyfikacji Pucharu Świata. Można powiedzieć, że wtopił się w swoich starszych kolegów. Absencja Gregora Schlierenzauera oraz Andreasa Koflera w Sapporo niewiele im dała - tygodniowy odpoczynek od hoferowskiej karuzeli nie wyciągnął ich dyspozycji z dołka. Najbardziej utytułowani skoczkowie austriackiej kadry są cieniem samych siebie sprzed lat. Fason trzyma jedynie Stefan Kraft, który ciągle nie dał sobie wydrzeć żółtej koszulki lidera.
Ogólnie różowa siła ma się w skokach bardzo dobrze. W Willingen imponował Severin Freund - Niemiec na swojej ziemi oddał pięć świetnych prób konkursowych, zasłużenie zgarniając wygraną w niedzielę i najwięcej punktów do klasyfikacji generalnej podczas całego weekendu. Patrząc na końcówkę poprzedniego sezonu, w której to lider Niemców ze swoim charakterystycznym uśmiechem niszczył swoich konkurentów, staje się on nie tylko kandydatem do triumfu w Neustadt, ale także jednym z faworytów do zgarnięcia Kryształowej Kuli.
Ciągle bardzo wysokie szanse na końcowy triumf w generalce ma Peter Prevc. Obecny sezon w wykonaniu Słoweńca przypomina poprzedni - z tą różnicą, że teraz w generalce nie nęka go Kamil Stoch. Co prawda w niedzielę nowy "Maska" skoków narciarskich nieco spuścił z tonu, jednak dwa dni wcześniej wraz z rakietą z Zębu i Severinem Freundem byli nie do zatrzymania. Coś mi mówi, że Kraft nie pośpi spokojnie aż do marcowych lotów na Letalnicy.
Kto jeszcze może zamieszać w Neustadt? Na fali wznoszącej znajdują się obecnie Norwegowie. Niespodziewanie na lidera zespołu wyrósł Rune Velta - w pierwszym konkursie nie poradził sobie z presją, jednak w drugim pokazał, że twardym trzeba być, a nie miętkim i okazał się słabszym jedynie od Severina Freunda. Z kolei niedawny przodownik Pucharu Świata, Anders Fannemel, chyba zapatrzył się w Piotra Żyłę, gdyż na Muehlenkopfschanze lądował on prawie w każdym miejscu pomiędzy 130 a 151 metrem. Niewątpliwie skoczkowie z zachodu półwyspu Skandynawskiego będą bardzo groźni również w Falun. Do grona najlepszych warto również włączyć Romana Koudelkę - już czterokrotnie w tym sezonie Czech miał powód, by pokazać język wszystkim swym rywalom, a w Willingen znowu stał on na podium.
Nie wolno jednak zapomnieć o ostatnim triumfatorze z Hochfirstschanze, Kamilu Stochu. Niby sobota i niedziela na jedynej czynnej skoczni K130 nie były dla lidera polskiej kadry najlepsze, jednak podwójny mistrz z Soczi ma to do siebie, że lubi podnosić się po lekkich dołkach. Jeżeli na Hochfirstschanze zapanują sprawiedliwe warunki, możemy stawiać na kolejny dobry występ. Liczmy również na to, że równo skakać będą Piotr Żyła oraz Aleksander Zniszczoł. Obydwaj udowodnili, na jak dobre skoki stać ich podczas zawodów, jednak brakowało im stabilności. Mimo tego, ta trójka może już planować swój wyjazd do Falun. O pozostałe dwa lub trzy miejsca w Neustadt walczyć będą: Klemens Murańka, Jan Ziobro i Dawid Kubacki. Ten ostatni wrócił z banicji w Pucharze Kontynentalnym, w którym to dwukrotnie stawał na podium. Zobaczymy, czy będzie go stać na więcej niż Klemensa Murańkę - wicemistrz świata juniorów z Liberca miał podobną drogę do kadry, jednak w Willingen zgromadził tylko jedno oczko do Pucharu Świata. Mistrzostwa Świata znacznie oddaliły się Maciejowi Kotowi - swoją dyspozycją nie przekonał on Łukasza Kruczka, który odesłał go z powrotem na treningi.
Cały skokowy świat widzi już Falun na horyzoncie. Konkursy w Neustadt to dobry moment, by z wiarą jechać na Mistrzostwa Świata. Miejmy nadzieję, że Hochfirstschanze znowu okaże się dla nas szczęśliwa!
Niestety, w FIS-ie nie lubią Titisee. Niemiecka skocznia jest niechcianym dzieckiem każdego kalendarza. Kiedy ten jakże korzystny dla biało-czerwonych obiekt zniknął z kalendarza Pucharu Świata po sezonie 2006/2007, nie oglądaliśmy go przez kolejne sześć lat. Hochfirstschanze powróciła z kolejną porcją pasjonującej rywalizacji z happy-endem, po czym... ponownie z niego zrezygnowano - gdyby nie dezercja Liberca, nie oglądalibyśmy w tym sezonie zawodów na niemieckiej skoczni HS142. W kalendarzu na przyszły rok wzmianki o Neustadt również nie ma. Niby konkurów w Niemczech za dużo, ale z drugiej strony, jakoś tak smutniej bez tej skoczni się robi, zwłaszcza że ostatnie zmagania na Hochfirstschanze odbywały się w dobrych i sprawiedliwych warunkach.
Częsty brak Neustadt w kalendarzu smuci jeszcze bardziej, gdy spojrzymy w statystyki - tam na każdym polu rządzą Polacy. Najwięcej razy wygrywał tu Adam Małysz - po wiktorii w 2001 roku dołożył podwójny triumf 6 lat później, okraszony wyrównaniem 145-metrowego rekordu skoczni Svena Hannawald. Gdy do osiągnięć Orła z Wisły dodamy zwycięstwo Kamila Stocha sprzed sezonu, okaże się, że polscy skoczkowie odnieśli najwięcej zwycięstw wśród wszystkich nacji. Jedynie w statystyce podiów wyprzedza nas Austria.
NAJWIĘCEJ ZWYCIĘSTW:
1. Adam Małysz - 3
2. Martin Hoellwarth - 2
3. Jakub Janda - 1
- Kamil Stoch
- Janne Ahonen
- Thomas Morgenstern
- Sven Hannawald
- Tami Kiuru
NAJWIĘCEJ MIEJSC NA PODIUM:
1. Adam Małysz - 6
2. Martin Hoellwarth - 3
3. Kamil Stoch - 2
- Jakub Janda
- Janne Ahonen
- Thomas Morgenstern
- Andreas Kofler
- Simon Ammann
NAJWIĘCEJ ZWYCIĘSTW (państwa):
1. Polska - 4
2. Austria - 3
3. Finlandia - 2
NAJWIĘCEJ MIEJSC NA PODIUM (państwa):
1. Austria - 10
2. Polska - 8
3. Finlandia - 4
Austriacy przed laty rządzili w Neustadt, jednak przed nadchodzącymi zawodami ich sytuacja nie prezentuje się kolorowo. Po piorunującym początku sezonu, Michael Hayboeck wyraźnie opadł z sił i jeżeli nie poprawi swojej formy, czeka go swobodne spadanie w klasyfikacji Pucharu Świata. Można powiedzieć, że wtopił się w swoich starszych kolegów. Absencja Gregora Schlierenzauera oraz Andreasa Koflera w Sapporo niewiele im dała - tygodniowy odpoczynek od hoferowskiej karuzeli nie wyciągnął ich dyspozycji z dołka. Najbardziej utytułowani skoczkowie austriackiej kadry są cieniem samych siebie sprzed lat. Fason trzyma jedynie Stefan Kraft, który ciągle nie dał sobie wydrzeć żółtej koszulki lidera.
Ogólnie różowa siła ma się w skokach bardzo dobrze. W Willingen imponował Severin Freund - Niemiec na swojej ziemi oddał pięć świetnych prób konkursowych, zasłużenie zgarniając wygraną w niedzielę i najwięcej punktów do klasyfikacji generalnej podczas całego weekendu. Patrząc na końcówkę poprzedniego sezonu, w której to lider Niemców ze swoim charakterystycznym uśmiechem niszczył swoich konkurentów, staje się on nie tylko kandydatem do triumfu w Neustadt, ale także jednym z faworytów do zgarnięcia Kryształowej Kuli.
Ciągle bardzo wysokie szanse na końcowy triumf w generalce ma Peter Prevc. Obecny sezon w wykonaniu Słoweńca przypomina poprzedni - z tą różnicą, że teraz w generalce nie nęka go Kamil Stoch. Co prawda w niedzielę nowy "Maska" skoków narciarskich nieco spuścił z tonu, jednak dwa dni wcześniej wraz z rakietą z Zębu i Severinem Freundem byli nie do zatrzymania. Coś mi mówi, że Kraft nie pośpi spokojnie aż do marcowych lotów na Letalnicy.
Kto jeszcze może zamieszać w Neustadt? Na fali wznoszącej znajdują się obecnie Norwegowie. Niespodziewanie na lidera zespołu wyrósł Rune Velta - w pierwszym konkursie nie poradził sobie z presją, jednak w drugim pokazał, że twardym trzeba być, a nie miętkim i okazał się słabszym jedynie od Severina Freunda. Z kolei niedawny przodownik Pucharu Świata, Anders Fannemel, chyba zapatrzył się w Piotra Żyłę, gdyż na Muehlenkopfschanze lądował on prawie w każdym miejscu pomiędzy 130 a 151 metrem. Niewątpliwie skoczkowie z zachodu półwyspu Skandynawskiego będą bardzo groźni również w Falun. Do grona najlepszych warto również włączyć Romana Koudelkę - już czterokrotnie w tym sezonie Czech miał powód, by pokazać język wszystkim swym rywalom, a w Willingen znowu stał on na podium.
Nie wolno jednak zapomnieć o ostatnim triumfatorze z Hochfirstschanze, Kamilu Stochu. Niby sobota i niedziela na jedynej czynnej skoczni K130 nie były dla lidera polskiej kadry najlepsze, jednak podwójny mistrz z Soczi ma to do siebie, że lubi podnosić się po lekkich dołkach. Jeżeli na Hochfirstschanze zapanują sprawiedliwe warunki, możemy stawiać na kolejny dobry występ. Liczmy również na to, że równo skakać będą Piotr Żyła oraz Aleksander Zniszczoł. Obydwaj udowodnili, na jak dobre skoki stać ich podczas zawodów, jednak brakowało im stabilności. Mimo tego, ta trójka może już planować swój wyjazd do Falun. O pozostałe dwa lub trzy miejsca w Neustadt walczyć będą: Klemens Murańka, Jan Ziobro i Dawid Kubacki. Ten ostatni wrócił z banicji w Pucharze Kontynentalnym, w którym to dwukrotnie stawał na podium. Zobaczymy, czy będzie go stać na więcej niż Klemensa Murańkę - wicemistrz świata juniorów z Liberca miał podobną drogę do kadry, jednak w Willingen zgromadził tylko jedno oczko do Pucharu Świata. Mistrzostwa Świata znacznie oddaliły się Maciejowi Kotowi - swoją dyspozycją nie przekonał on Łukasza Kruczka, który odesłał go z powrotem na treningi.
Cały skokowy świat widzi już Falun na horyzoncie. Konkursy w Neustadt to dobry moment, by z wiarą jechać na Mistrzostwa Świata. Miejmy nadzieję, że Hochfirstschanze znowu okaże się dla nas szczęśliwa!
Konkursy w Willingen można porównać do przeglądu zbrojeń. Trenerzy do Niemiec chętnie wypuszczają swoje najmocniejsze składy, a skoczkowie prezentują imponujące jak na skocznię dużą odległości. Jeżeli w kalendarzu trzeba przewinąć kartkę ze stycznia na luty i w Pucharze Świata odbywają się zawody na Muehlenkopfschanze, to wiedz, że do kulminacyjnego momentu sezonu coraz bliżej!
Swoją drogą, weekendy w Willingen wcale nie pokazują tak dobrze, kto odegra najważniejszą rolę w zbliżającej się imprezie docelowej sezonu. Zanim Kamil Stoch do podwójnego triumfu na gigancie skoczni dużych dołożył dwa złota w Sochi, ostatnim zawodnikiem, który wygrał na Muehlenkopfschanze i na mistrzostwach lub igrzyskach, był... Janne Ahonen, a zdarzyło się to aż 10 lat temu. Z kolei najmocniejsi zawodnicy odpuszczali skakanie tam dwukrotnie: w 2003 oraz w 2010 roku - nie trzeba dopowiadać, jak skończył się dla nich ten manewr. Z drugiej strony, triumfatorzy z Willingen wielokrotnie kilka tygodni później dołączali do swojej kolekcji nowe medale.
ZWYCIĘZCA Z WILLINGEN I JEGO MIEJSCE W MŚ/MŚWL/IO:
- 2004/2005 - Janne Ahonen - 3. (K90) i 1. (K120) - MŚ Oberstdor
- 2005/2006 - Andreas Kofler - 11. (K95) i 2. (K125) - IO Turyn
- 2006/2007 - Anders Jacobsen - 14. (K120) i 7. (K90) - MŚ Sapporo
- 2007/2008 - Bjoern Einar Romoeren - 4. - MŚwL Oberstdorf
- 2008/2009 - Gregor Schlierenzauer - 2. (K90) i 4. (K120) - MŚ Liberec
- 2009/2010 - Gregor Schlierenzauer - 3. (K95) i 3. (K120) - IO Vancouve
- 2010/2011 - Severin Freund - 7. (K95) i 12. (K120) - MŚ Oslo
- 2011/2012 - Anders Bardal - 7. - MŚ Vikersund
- 2012/2013 - odwołany
- 2013/2014 - Kamil Stoch - 1. (K95) i 1. (K125) - IO Soczi
Skoko-loty w Niemczech stanowią nieodłączny element oczekiwania na kulminację sezonu od 1995 roku, kiedy to po raz pierwszy rozegrano na Muehlenkopfschanze konkurs Pucharu Świata. W historii zawodów w Willingen na najwyższym stopniu podium najwięcej razy stawał Noriaki Kasai - japońskiemu weteranowi ta sztuka udała się dwukrotnie w 1999 i raz w 2003 roku. Srebrny medalista z Sochi te sukcesy odnosił również przed modernizacją - na przebudowanym w 2000 obiekcie nikt nie zgromadził więcej niż dwóch zwycięstw. Tyle na koncie mają Kamil Stoch, Janne Ahonen, Gregor Schlierenzauer i Sven Hannawald. Bardzo dobrze skacze się tutaj Jernejowi Damjanowi - Słoweniec w Willingen stawał na podium trzykrotnie, a w swojej karierze miejsc w trójce konkursu Pucharu Świata zgromadził tylko o cztery więcej.
ILOŚĆ ZWYCIĘSTW W WILLINGEN:
1. Noriaki Kasai - 3
2. Andreas Widhoelzl - 2
- Janne Ahonen
- Kamil Stoch
- Sven Hannawald
- Gregor Schlierenzauer
ILOŚĆ ZWYCIĘSTW NA PRZEBUDOWANYM OBIEKCIE:
1. - Janne Ahonen - 2
- Kamil Stoch
- Sven Hannawald
- Gregor Schlierenzauer
ILOŚĆ MIEJSC NA PODIUM W WILLINGEN:
1. Noriaki Kasai - 4
- Andreas Widhoelzl
- Janne Ahonen
4. Severin Freund - 3
- Jernej Damjan
- Dieter Thoma
- Martin Schmitt
- Kazuyoshi Funaki
ILOŚĆ MIEJSC NA PODIUM NA PRZEBUDOWANYM OBIEKCIE:
1. Severin Freund - 3
- Jernej Damjan
3. Kamil Stoch - 2
- Janne Ahonen
- Sven Hannawald
- Gregor Schlierenzauer
- Adam Małysz
- Anders Jacobsen
- Anders Bardal
- Simon Ammann
- Risto Jussilainen
- Matti Hautamaeki
- Andreas Kuettel
Z kącika statystycznego przechodzimy do typowania faworytów. Największy progres podczas konkursów w Sapporo zanotował Roman Koudelka - zobaczymy, czy reprezentant naszych południowych sąsiadów powrócił do dyspozycji z początku sezonu, czy też to był jednorazowy "wystrzał" trenowanego przez najdorodniejszą brodę wieży trenerskiej skoczka. Kiedy jego celu sprzed nosa nie zgarnie już raczej Kamil Stoch, o zdobycie żółtej koszulki powalczy Peter Prevc. Nowa różowa gwiazda austriackiej kadry nie odda jednak prowadzenia w Pucharze Świata bez walki. Z kolei kolega Krafta z kadry, Michael Hayboeck, w Sapporo notował coraz gorsze skoki i jego forma musiałaby ulec znaczącej poprawie, by w Willingen grał pierwsze skrzypce.
Niewiadomą pozostaje dyspozycja jednego z wielkich nieobecnych konkursów z legendarnym syntezatorem. O ile Severin Freund i bez treningów prezentował się dobrze, to Gregor Schlierenzauer w Polsce nie pokazywał stu procent swoich możliwości. W tym całym jazgocie z przodu mógłby się odnaleźć Kamil Stoch. Polska rakieta swoim pierwszym rekordem skoczni pokazała, że kontuzja pozostała już tylko w najczarniejszych wspomnieniach kibiców znad Wisły.
Wbrew moim narzekaniom z poprzedniego wpisu, forma pozostałych biało-czerwonych zaczęła zwyżkować. Aleksander Zniszczoł wrócił w Sapporo do formy z zakopiańskiej drużynówki, tylko nie pozbył się przy tym pecha złapanego w Bischofshofen - mógł być pierwszy od trzech lat występ w czołowej "10", a tak niesmak pozostał. O swoje miejsce w Pucharze Świata jak lew walczył Klemens Murańka - zadanie wykonał znakomicie, pora teraz, by z rozpędu skoczył poziom wyżej. Jan Ziobro w ojczyźnie samurajów skakał w kratkę, a o dyspozycji Piotra Żyły nie ma co nic mówić. Ten człowiek-zagadka sam nie wie, co pokaże, a wykres jego startów przypomina EKG. Skład uzupełnia Maciej Kot - w piątek jako przedskoczek będzie chciał on przekonać Łukasza Kruczka, aby ten dał mu szansę w drużynówce, natomiast później swój ogień powinien wykorzystać do zdobycia czwartego pod rząd miejsca punktowanego w konkursie indywidualnym. Dobrze, że reprezentacyjna maruda odnalazła sens skakania i powolutku prowadzi swoje próby ku lepszemu.
Każdy z tej szóstki chciałby znaleźć się na Mistrzostwach Świata. Zobaczymy, czy mający realniejsze powody do optymizmu Łukasz Kruczek zdecyduje się na wariant sprzed dwóch lat, kiedy to powołał do Predazzo aż sześciu zawodników. Wydaje się to rozsądne, gdyż tym razem dzięki Kamilowi Stochowi na K120 może on wystawić piątkę biało-czerwonych. Nikt jednak nie powiedział, że w Szwecji pojawią się jedynie zawodnicy z Willingen...
Po tym przydługim wstępie czas na to, aby moje słowa zweryfikowały zawody. A tych na Muehlenkopfschanze zaplanowano aż trzy - ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 2001 roku. Oby i ten minimaraton przyniósł nam miłe wspomnienia!
Swoją drogą, weekendy w Willingen wcale nie pokazują tak dobrze, kto odegra najważniejszą rolę w zbliżającej się imprezie docelowej sezonu. Zanim Kamil Stoch do podwójnego triumfu na gigancie skoczni dużych dołożył dwa złota w Sochi, ostatnim zawodnikiem, który wygrał na Muehlenkopfschanze i na mistrzostwach lub igrzyskach, był... Janne Ahonen, a zdarzyło się to aż 10 lat temu. Z kolei najmocniejsi zawodnicy odpuszczali skakanie tam dwukrotnie: w 2003 oraz w 2010 roku - nie trzeba dopowiadać, jak skończył się dla nich ten manewr. Z drugiej strony, triumfatorzy z Willingen wielokrotnie kilka tygodni później dołączali do swojej kolekcji nowe medale.
ZWYCIĘZCA Z WILLINGEN I JEGO MIEJSCE W MŚ/MŚWL/IO:
- 2004/2005 - Janne Ahonen - 3. (K90) i 1. (K120) - MŚ Oberstdor
- 2005/2006 - Andreas Kofler - 11. (K95) i 2. (K125) - IO Turyn
- 2006/2007 - Anders Jacobsen - 14. (K120) i 7. (K90) - MŚ Sapporo
- 2007/2008 - Bjoern Einar Romoeren - 4. - MŚwL Oberstdorf
- 2008/2009 - Gregor Schlierenzauer - 2. (K90) i 4. (K120) - MŚ Liberec
- 2009/2010 - Gregor Schlierenzauer - 3. (K95) i 3. (K120) - IO Vancouve
- 2010/2011 - Severin Freund - 7. (K95) i 12. (K120) - MŚ Oslo
- 2011/2012 - Anders Bardal - 7. - MŚ Vikersund
- 2012/2013 - odwołany
- 2013/2014 - Kamil Stoch - 1. (K95) i 1. (K125) - IO Soczi
Skoko-loty w Niemczech stanowią nieodłączny element oczekiwania na kulminację sezonu od 1995 roku, kiedy to po raz pierwszy rozegrano na Muehlenkopfschanze konkurs Pucharu Świata. W historii zawodów w Willingen na najwyższym stopniu podium najwięcej razy stawał Noriaki Kasai - japońskiemu weteranowi ta sztuka udała się dwukrotnie w 1999 i raz w 2003 roku. Srebrny medalista z Sochi te sukcesy odnosił również przed modernizacją - na przebudowanym w 2000 obiekcie nikt nie zgromadził więcej niż dwóch zwycięstw. Tyle na koncie mają Kamil Stoch, Janne Ahonen, Gregor Schlierenzauer i Sven Hannawald. Bardzo dobrze skacze się tutaj Jernejowi Damjanowi - Słoweniec w Willingen stawał na podium trzykrotnie, a w swojej karierze miejsc w trójce konkursu Pucharu Świata zgromadził tylko o cztery więcej.
ILOŚĆ ZWYCIĘSTW W WILLINGEN:
1. Noriaki Kasai - 3
2. Andreas Widhoelzl - 2
- Janne Ahonen
- Kamil Stoch
- Sven Hannawald
- Gregor Schlierenzauer
ILOŚĆ ZWYCIĘSTW NA PRZEBUDOWANYM OBIEKCIE:
1. - Janne Ahonen - 2
- Kamil Stoch
- Sven Hannawald
- Gregor Schlierenzauer
ILOŚĆ MIEJSC NA PODIUM W WILLINGEN:
1. Noriaki Kasai - 4
- Andreas Widhoelzl
- Janne Ahonen
4. Severin Freund - 3
- Jernej Damjan
- Dieter Thoma
- Martin Schmitt
- Kazuyoshi Funaki
ILOŚĆ MIEJSC NA PODIUM NA PRZEBUDOWANYM OBIEKCIE:
1. Severin Freund - 3
- Jernej Damjan
3. Kamil Stoch - 2
- Janne Ahonen
- Sven Hannawald
- Gregor Schlierenzauer
- Adam Małysz
- Anders Jacobsen
- Anders Bardal
- Simon Ammann
- Risto Jussilainen
- Matti Hautamaeki
- Andreas Kuettel
Z kącika statystycznego przechodzimy do typowania faworytów. Największy progres podczas konkursów w Sapporo zanotował Roman Koudelka - zobaczymy, czy reprezentant naszych południowych sąsiadów powrócił do dyspozycji z początku sezonu, czy też to był jednorazowy "wystrzał" trenowanego przez najdorodniejszą brodę wieży trenerskiej skoczka. Kiedy jego celu sprzed nosa nie zgarnie już raczej Kamil Stoch, o zdobycie żółtej koszulki powalczy Peter Prevc. Nowa różowa gwiazda austriackiej kadry nie odda jednak prowadzenia w Pucharze Świata bez walki. Z kolei kolega Krafta z kadry, Michael Hayboeck, w Sapporo notował coraz gorsze skoki i jego forma musiałaby ulec znaczącej poprawie, by w Willingen grał pierwsze skrzypce.
Niewiadomą pozostaje dyspozycja jednego z wielkich nieobecnych konkursów z legendarnym syntezatorem. O ile Severin Freund i bez treningów prezentował się dobrze, to Gregor Schlierenzauer w Polsce nie pokazywał stu procent swoich możliwości. W tym całym jazgocie z przodu mógłby się odnaleźć Kamil Stoch. Polska rakieta swoim pierwszym rekordem skoczni pokazała, że kontuzja pozostała już tylko w najczarniejszych wspomnieniach kibiców znad Wisły.
Wbrew moim narzekaniom z poprzedniego wpisu, forma pozostałych biało-czerwonych zaczęła zwyżkować. Aleksander Zniszczoł wrócił w Sapporo do formy z zakopiańskiej drużynówki, tylko nie pozbył się przy tym pecha złapanego w Bischofshofen - mógł być pierwszy od trzech lat występ w czołowej "10", a tak niesmak pozostał. O swoje miejsce w Pucharze Świata jak lew walczył Klemens Murańka - zadanie wykonał znakomicie, pora teraz, by z rozpędu skoczył poziom wyżej. Jan Ziobro w ojczyźnie samurajów skakał w kratkę, a o dyspozycji Piotra Żyły nie ma co nic mówić. Ten człowiek-zagadka sam nie wie, co pokaże, a wykres jego startów przypomina EKG. Skład uzupełnia Maciej Kot - w piątek jako przedskoczek będzie chciał on przekonać Łukasza Kruczka, aby ten dał mu szansę w drużynówce, natomiast później swój ogień powinien wykorzystać do zdobycia czwartego pod rząd miejsca punktowanego w konkursie indywidualnym. Dobrze, że reprezentacyjna maruda odnalazła sens skakania i powolutku prowadzi swoje próby ku lepszemu.
Każdy z tej szóstki chciałby znaleźć się na Mistrzostwach Świata. Zobaczymy, czy mający realniejsze powody do optymizmu Łukasz Kruczek zdecyduje się na wariant sprzed dwóch lat, kiedy to powołał do Predazzo aż sześciu zawodników. Wydaje się to rozsądne, gdyż tym razem dzięki Kamilowi Stochowi na K120 może on wystawić piątkę biało-czerwonych. Nikt jednak nie powiedział, że w Szwecji pojawią się jedynie zawodnicy z Willingen...
Po tym przydługim wstępie czas na to, aby moje słowa zweryfikowały zawody. A tych na Muehlenkopfschanze zaplanowano aż trzy - ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 2001 roku. Oby i ten minimaraton przyniósł nam miłe wspomnienia!
Weekendowa rutyna fanów skoków w ciągu najbliższych kilku dni ulegnie zmianie. Zamiast szykować wolny czas w okolicach pory obiadowej, trzeba będzie nastawić budzik lub przygotować solidny kubek mocnej kawy, by utrzymać powieki w górze wtedy, gdy normalni ludzie nie myślą o wstawaniu. Czas na Puchar Świata w Sapporo!Na szczęście czołówka Pucharu Świata zaczyna doceniać wysiłek pasjonatów japońskiego skakania. W ostatnich latach, pomijając sezony olimpijskie, wyraźnie osłabła moda na odpuszczanie konkursów na Okurayamie. Najlepsi coraz przychylniej patrzą na automatyczne toalety, zupki curry i 200 punktów do klasyfikacji generalnej, które dostępne są tylko w Sapporo. Poza kontuzjowanym Simonem Ammannem, spośród skoczków z "10" PŚ prezentujących optymalną formę zabraknie jedynie Severina Freunda. Gregor Schlierenzauer swoim występem w Wiśle udowodnił, że przyda się mu mała przerwa.
Poniżej prezentuję krótkie zestawienie pokazujące, jak mocna obsada pojawiała się na liście startowej konkursów w Sapporo (po ostatnim myślniku podani są trzej najmocniejsi skoczkowie z klasyfikacji generalnej danego sezonu PŚ).
2004/2005 - 3 skoczków z "10" - 4. Hoellwarth, 5. Ljoekelsoey, 6. Morgenstern
2005/2006 - 2 skoczków z "10" - 5. Ljoekelsoey, 7. Widhoelzl, 11. Okabe
2007/2008 - 8 skoczków z "10" - 1. Morgenstern, 4. Hilde, 5. Loitzl
2008/2009 - 4 skoczków z "10" - 1. Schlierenzauer, 3. Loitzl, 5. Morgenstern
2009/2010 - 3 skoczków z "10" - 2. Ammann, 5. Morgensern, 9. Koch
2010/2011 - 4 skoczków z "10" - 1. Morgenstern, 2. Ammann, 3. Kofler
2011/2012 - 9 skoczków z "10" - 1. Kofler, 3. Bardal, 4. Morgenstern
2012/2013 - 6 skoczków z "10" - 2. Bardal, 3. Jacobsen, 4. Freund
2013/2014 - 2 skoczków z "10" - 3. Prevc, 6. Kasai, 12. Takeuchi
2014/2015 - 7 skoczków z "10" - 1. Kraft, 2. Hayboeck, 3. Prevc
Dotychczas najwięcej triumfów na Okurayamie zgromadził Roar Ljoekelsoey, który na najwyższym stopniu podium stawał tam pięciokrotnie. Podwójny mistrz świata w lotach podczas swojej kariery lubił podróże do Japonii, dzięki czemu w klasyfikacji zwycięzców o dwie wygrane wyprzedził Thomasa Morgensterna i Martina Schmitta. Najbliżej dogonienia tych zawodników jest Daiki Ito - reprezentant Kraju Kwitnącej Wiśni na swoim obiekcie był najlepszy dwukrotnie. Co ciekawe, pomimo kilkudziesięciu prób, w Sapporo nigdy nie udało się triumfować Noriakiemu Kasaiemu - japoński weteran zgromadził na Okurayamie cztery miejsca na podium, jednak nigdy nie stanął na najwyższym jego stopniu.
Czas na kolejną garść mini-statystyk:
NAJWIĘCEJ ZWYCIĘSTW NA OKURAYAMIE:
1. (5 zwycięstw) - Roar Ljoekelsoey
2. (3. zwycięstwa)
- Thomas Morgenstern
- Martin Schmitt
NAJWIĘCEJ PODIÓW NA OKURAYAMIE:
1. (8 podiów)
- Thomas Morgenstern
- Roar Ljoekelsoey
3. (4 podia)
- Martin Schmitt
- Matti Nykaenen
- Daiki Ito
- Noriaki Kasai
NAJWIĘCEJ ZWYCIĘSTW ZE SKOCZKÓW, KTÓRZY MAJĄ PUNKTY PŚ W TYM SEZONIE*:
1. (2 zwycięstwa)
- Jan Matura (nieobecny)
- Daiki Ito
3. (1 zwycięstwo)
- Peter Prevc
- Jernej Damjan
- Severin Freund (nieobecny)
- Andreas Kofler
NAJWIĘCEJ PODIÓW Z TEJ GRUPY:
1. (4 podia)
- Daiki Ito
- Noriaki Kasai
3. (3 podia) - Robert Kranjec
Zapowiadając nadchodzące zmagania zawodników, wypadałoby wspomnieć kilka słów o faworytach. Zadanie to nie należy do najłatwiejszych, gdyż w tym sezonie skoczkowie notują spore wahania formy. Podczas polskich konkursów prym wiodła jednak najlepsza czwórka Pucharu Świata i to właśnie Peter Prevc, Stefan Kraft oraz Michael Hayboeck prezentują się najlepiej przed konkursami w Sapporo. My liczymy na to, że zamieszanie w tym gronie wprowadzi Kamil Stoch - oby nasz lider wszedł na swoje najwyższe obroty i zaczął walczyć o najwyższe laury w każdych kolejnych zawodach.
Co można powiedzieć o reszcie naszych zawodników? Zegar odliczający dni do Falun tyka dla nich nieubłaganie, a szumnie zapowiadanych przełomowych momentów w kalendarzu praktycznie brak. Pozostaje mieć nadzieję, że spokój Łukasza Kruczka to nie jest tylko dobra mina do złej gry, a po rozczarowującym występie w konkursie indywidualnym w Zakopanem wszystko zacznie powoli zmierzać w dobrym kierunku. Tylko który raz w tym sezonie padają podobne słowa?
* - Chciałem ominąć w tym zestawieniu Funakiego, który co prawda skacze, ale już nie na światowym poziomie, stąd taki długi nagłówek.
Niestety, dziś nie udało się organizatorom rozegrać konkursu Letniej Grand Prix w Hinzenbach. Kolejna szansa, ostatnia tego lata, w środę. Na ten dzień zaplanowano treningi i kwalifikacje, przed finałowymi zawodami 03. października.

































