Archiwum strony
-
▼
2016
(708)
- ► października (47)
-
►
2015
(686)
- ► października (17)
-
►
2014
(840)
- ► października (36)
-
►
2013
(764)
- ► października (47)
-
►
2012
(574)
- ► października (47)
-
►
2011
(188)
- ► października (9)
Właśnie zakończyły się treningi pań w Einsiedeln. W pierwszej serii najdalej skoczyła Fumika Segawa z Japonii, zaś w drugiej najlepsza okazała się Selina Freitag.
Maciej Kot ma już za sobą wakacyjny odpoczynek na malowniczej,
chorwackiej wyspie Rab. Podobnie jak dla pozostałych zawodników, powrót do
treningów na skoczni nie był dla niego łatwy, ale z biegiem czasu coraz
bardziej się rozkręcał. Lider klasyfikacji generalnej FIS Grand Prix patrzy
przede wszystkim na zimę, a jego celem nie jest zwycięstwo w letnim cyklu. - Moje najbliższe starty to finałowe konkursy
FIS Grand Prix w Austrii i Niemczech. Wielu ludzi pyta mnie o to, czy zamierzam
wygrać klasyfikację generalną i bardzo się tym przejmują. Prawda jest jednak
taka, że za zwycięstwo w letnim cyklu nie dostaje się Kryształowej Kuli tak jak
za sezon zimowy. To klasyfikacja tylko na papierze. Naprawdę nie zależy mi na
niej, tylko na dobrych skokach w pojedynczych konkursach – wyjaśnia Kot.
Powrót na skocznię był dla ciebie ciężki?
- Bardzo ciężki. Chęć treningu
pojawia się oczywiście zaraz po dłuższej przerwie, ale chodzi tutaj o sprawy
techniczne i czucie, które jest bardzo ważne w skokach. O ile na siłowni czy
poza skocznią nie miałem problemu, to na skoczni było rzeczywiście ciężko. Trzy
pierwsze treningi były, mówiąc szczerze, bardzo słabe, ale na szczęście już
środowy dawał nadzieję na przyszłość. Trzy tygodnie przerwy to dość dużo, jeśli
chodzi o skoki narciarskie i zgubiło się czucie. Trzeba pewne elementy zacząć
trenować i pilnować od nowa, cofnąć się o parę kroków. To naturalne i myślę, że
właśnie teraz jest okres przeznaczony na to. To nie jest wielki problem. Mamy
jeszcze miesiąc do kolejnych zawodów, a po drugie trenujemy do zimy, a do niej
mamy jeszcze więcej czasu. Jest nad czym pracować i idzie to w dobrą stronę, a
kolejne treningi pokazują, że są postępy. Trzeba podejść do tego na spokojnie,
być cierpliwym i robić swoje.
Jesteś liderem cyklu FIS Grand Prix, wygrałeś trzy z czterech
konkursów, w których startowałeś. Te wyniki cię satysfakcjonują?
- Na pewno jest to więcej niż
oczekiwałem, bo moje oczekiwania nie były stricte wynikowe, tylko zadaniowe. To,
co chciałem osiągnąć i pokazać, to zrealizowałem, a wyniki były nadspodziewanie
dobre i nic tylko się z tego cieszyć. Myślę, że czeka nas teraz ważniejsza
część sezonu, bo to już takie bezpośrednie przygotowanie przed zimą. Mam
nadzieję, że ostatnie konkursy także wyjdą bardzo dobrze, a przede wszystkim,
że zima będzie dobra. Dobre wyniki latem dodają pewności siebie i przez to
ułatwiają start w zimie. Na tę chwilę idziemy zgodnie z planem i tego planu
będziemy się dalej trzymać.
Kiedy pojawisz się znowu w FIS Grand Prix?
- Nie jadę do Rosji, moje
najbliższe starty to finałowe konkursy FIS Grand Prix w Austrii i Niemczech. Wielu
ludzi pyta mnie o to, czy zamierzam wygrać klasyfikację generalną i bardzo się
tym przejmują. Prawda jest jednak taka, że za zwycięstwo w letnim cyklu nie
dostaje się Kryształowej Kuli tak jak za sezon zimowy. To klasyfikacja tylko na
papierze, często nie ma nawet żadnego osobnego rozdania nagród. Wygranie tej
klasyfikacji nie ma żadnego znaczenia. Co innego, gdyby dostawało się,
powiedzmy, Drewnianą Kulę, jeszcze do tego związaną z jakąś nagrodą rzeczową
czy pieniężną, albo choć jakiś medal. Ta klasyfikacja nie przekłada się nawet
na numery startowe zimą, bo układane są na podstawie rankingu z poprzedniej
zimy. A gdyby liczyło się lato, to można byłoby walczyć o to, aby jechać z
ostatnim numerem w kolejnym sezonie zimowym. Naprawdę nie zależy mi na ogólnej
klasyfikacji, bardziej na pojedynczych konkursach, a które to miejsce da, to
nie jest dla mnie istotne.
Źródło: Alicja Kosman / PZN
Kamil Stoch po gorszym sezonie zimowym robi wszystko, by wrócić do swojej optymalnej formy. Początek sezonu letniego może uznać za udany. Co miał do powiedzenia polski zawodnik po treningach w Wiśle?
Dla Piotra Żyły obecny okres przygotowawczy jest zdominowany przez zmianę pozycji najazdowej. Z tej przyczyny początek sezonu letniego nie należał do brawurowych, jednak z każdym kolejnym tygodniem wyniki były coraz lepsze. Co miał do powiedzenia Piotr po treningach w Wiśle?
1 września to tradycyjnie czas powrotu uczniów do szkolnych ławek. Dzieci i młodzież kończą beztroskie wakacje i rozpoczynają kolejny rok edukacji. Tak jak uczniowie, również nasi skoczkowie powrócili z urlopów i wznowili w Wiśle przygotowania do sezonu zimowego. A jak wspominają szkolne lata?
Stefan Hula najbardziej lubił lekcje wychowania fizycznego. - Dobrze wspominam czas nauki w szkole. Przez to, że trenowałem i jeździłem na zawody, to często miałem duże braki, ale zawsze nauczyciele byli wyrozumiali i pomagali nadrabiać zaległości – tłumaczy absolwent Szkoły Mistrzostwa Sportowego Szczyrk. – SMS Szczyrk to fajna szkoła. Dobre było też to, że miałem blisko i nie trzeba było daleko jeździć, mieszkać w internacie. Mieszkałem w domu, w Szczyrku. Gdy poszedłem do SMS-u, to akurat w tym czasie dostałem się do Kadry B, więc nie potrzebowałem jakiegoś wielkiego wsparcia jeśli chodzi o treningi. Nie miałem w ogóle na co narzekać. Myślę, że to jest dobra idea, że takie szkoły istnieją i pomagają sportowcom się rozwijać, a także czerpać wiedzę potrzebną do życia – dodaje zawodnik Kadry Narodowej A.
Dawid Kubacki uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. Oswalda Balzera w Zakopanem, a w klasie razem z nim uczyli się m.in. serwismen Kadry Narodowej A Kacper Skrobot oraz brat Macieja Kota, Jakub. Drugi z Kotów był natomiast w o rok młodszej klasie. - W szkole miałem taki problem, że bardzo często mnie nie było. Nic nie mogłem na to poradzić, bo wyjazdów na zawody czy treningi było bardzo dużo. Ale wiedziałem, że jak wracam, to muszę być przygotowany na to, żeby wszystko pozdawać, napisać zaległe sprawdziany. Nie było u mnie nigdy problemów z ocenami. Motywowało mnie to, że trzeba się nauczyć, pójść, zdać i mieć to z głowy, zamiast kombinować. Gdy się człowiek nie nauczy, to musi przyjść jeszcze raz, a wtedy to wszystko się odwleka w czasie – racjonalnie wyjaśnia nasz skoczek. – Lubiłem dużo przedmiotów, ale na pewno blisko mojego serca był WF. Dobrze też czułem się na geografii, a całkiem nieźle na matematyce. Nie miałem stuprocentowego faworyta, ale było kilka takich przedmiotów, w których dobrze mi szło.
Z kolei Kamil Stoch preferował przedmioty humanistyczne. - Lepiej radziłem sobie z przedmiotów humanistycznych, takich jak historia i język polski. Będąc dzieckiem nie lubiłem czytać lektur, ale tylko dlatego, że ktoś mnie do tego zmuszał. Bardziej lubiłem przygodowe książki, zresztą teraz czytam bardzo dużo. Wtedy jednak nie było mi po drodze z lekturami. Oczywiście przepadałem też za WF-em – wspomina podwójny mistrz olimpijski. - W podstawówce dzieci raczej cieszą się z tego, że idą do szkoły, bo wracają do kolegów. Kończy się samowolka, wracają pewne obowiązki, ale dla dziecka są to raczej dość przyjemne rzeczy, nie jest smutne, gdy idzie do szkoły, przynajmniej ja tak miałem. Później bywało oczywiście gorzej. Im człowiek starszy, tym bardziej sobie uświadamia, że szkoła wymaga jednak od nas coraz więcej poświęcenia– z nostalgią podkreśla absolwent ZSMS Zakopane.
Stefan Hula najbardziej lubił lekcje wychowania fizycznego. - Dobrze wspominam czas nauki w szkole. Przez to, że trenowałem i jeździłem na zawody, to często miałem duże braki, ale zawsze nauczyciele byli wyrozumiali i pomagali nadrabiać zaległości – tłumaczy absolwent Szkoły Mistrzostwa Sportowego Szczyrk. – SMS Szczyrk to fajna szkoła. Dobre było też to, że miałem blisko i nie trzeba było daleko jeździć, mieszkać w internacie. Mieszkałem w domu, w Szczyrku. Gdy poszedłem do SMS-u, to akurat w tym czasie dostałem się do Kadry B, więc nie potrzebowałem jakiegoś wielkiego wsparcia jeśli chodzi o treningi. Nie miałem w ogóle na co narzekać. Myślę, że to jest dobra idea, że takie szkoły istnieją i pomagają sportowcom się rozwijać, a także czerpać wiedzę potrzebną do życia – dodaje zawodnik Kadry Narodowej A.
Dawid Kubacki uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. Oswalda Balzera w Zakopanem, a w klasie razem z nim uczyli się m.in. serwismen Kadry Narodowej A Kacper Skrobot oraz brat Macieja Kota, Jakub. Drugi z Kotów był natomiast w o rok młodszej klasie. - W szkole miałem taki problem, że bardzo często mnie nie było. Nic nie mogłem na to poradzić, bo wyjazdów na zawody czy treningi było bardzo dużo. Ale wiedziałem, że jak wracam, to muszę być przygotowany na to, żeby wszystko pozdawać, napisać zaległe sprawdziany. Nie było u mnie nigdy problemów z ocenami. Motywowało mnie to, że trzeba się nauczyć, pójść, zdać i mieć to z głowy, zamiast kombinować. Gdy się człowiek nie nauczy, to musi przyjść jeszcze raz, a wtedy to wszystko się odwleka w czasie – racjonalnie wyjaśnia nasz skoczek. – Lubiłem dużo przedmiotów, ale na pewno blisko mojego serca był WF. Dobrze też czułem się na geografii, a całkiem nieźle na matematyce. Nie miałem stuprocentowego faworyta, ale było kilka takich przedmiotów, w których dobrze mi szło.
Z kolei Kamil Stoch preferował przedmioty humanistyczne. - Lepiej radziłem sobie z przedmiotów humanistycznych, takich jak historia i język polski. Będąc dzieckiem nie lubiłem czytać lektur, ale tylko dlatego, że ktoś mnie do tego zmuszał. Bardziej lubiłem przygodowe książki, zresztą teraz czytam bardzo dużo. Wtedy jednak nie było mi po drodze z lekturami. Oczywiście przepadałem też za WF-em – wspomina podwójny mistrz olimpijski. - W podstawówce dzieci raczej cieszą się z tego, że idą do szkoły, bo wracają do kolegów. Kończy się samowolka, wracają pewne obowiązki, ale dla dziecka są to raczej dość przyjemne rzeczy, nie jest smutne, gdy idzie do szkoły, przynajmniej ja tak miałem. Później bywało oczywiście gorzej. Im człowiek starszy, tym bardziej sobie uświadamia, że szkoła wymaga jednak od nas coraz więcej poświęcenia– z nostalgią podkreśla absolwent ZSMS Zakopane.
Źródło: Alicja Kosman / komunikat prasowy PZN
Już 9-11 września rywalizacja w ramach Letniej Grand Prix przeniesie się do Czajkowskiego. W tych zawodach ujrzymy również reprezentację Polski. Do Rosji uda się trzech naszych zawodników.
Już w ten weekend (3-4 września) zostaną rozegrane kolejne zawody w ramach cyklu FIS Cup. Tym razem rywalizacja przenosi się do Einsiedeln. W Szwajcarii zobaczymy dziesięciu Polaków: sześciu skoczków z Kadry Narodowej Młodzieżowej C oraz czterech zawodników spoza kadr.
![]() |
Piotr Żyła (fot. Alicja Kosman) |
Od poniedziałku na skoczni w Wiśle Malince trwa zgrupowanie Kadry
Narodowej A w skokach narciarskich. Pogoda sprzyja, więc zawodnicy mają za sobą
już trzy treningi na obiekcie im. Adama Małysza oraz tradycyjne, cotygodniowe
testy na platformie dynamometrycznej. Pracę kadry obserwuje też patron skoczni,
który bardzo chętnie włącza się w proces przygotowań do sezonu zimowego.