Archiwum strony

Kamil Stoch niczym Adam Małysz

CranberryZest | 12.3.13 | 4 komentarze

Kamil Stoch nigdy nie lubił porównań do Naszego Mistrza. Jednak po ostatnich Mistrzostwach co niektórzy widzą w nim Małysza, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. 


 Kiedy Adam Małysz w 2003 w Predazzo zdobywał złoty medal Mistrzostw Świata, Kamil Stoch był trzecim zawodnikiem Mistrzostw Polski juniorów i piętnastym na Europejskim Olimpijskim Festiwalu Młodzieży, który został rozegrany w słoweńskiej Bledzie. Pewnie nawet w najśmielszych snach nie śnił, że to on za 10 lat powtórzy sukces Naszego Mistrza i to dokładnie na tej samej skoczni.
Kamil od początku nie miał łatwo - dziennikarze oraz kibice ciągle porównywali go do Adama. Można uznać to za komplement, ale Stoch czasem uginał się pod jego ciężarem.
"Takie porównania nie mają sensu - każdy skacze na własny rachunek. Nigdy nie byłem i nie będę drugim Małyszem" - tłumaczył wtedy.

Talent Kamila objawił się wcześnie, ale w ważnych momentach często zawodził. Podczas mistrzostw świata w 2009 roku, zajął czwarte miejsce na średniej skoczni, wygrywając z Małyszem. Jednakże kilka niepowodzeń sprawiło, że było słychać głosy, że Stoch za bardzo się spina i nie lubi startować z Małyszem.
"Już kilka razy udowodniłem, że to nieprawda. Mało tego, lubię stać na podium obok Adama" - zaprzeczał i bronił się Kamil.

Na dowód jego słów warto wspomnieć dwa można by rzec symboliczne konkursy. Pierwszy, który odbył się dwa lata temu 23 stycznia w Zakopanem. Adam Małysz wygrał dwa dni wcześniej, w piątek. W niedzielę wywrócił się na zeskoku i doznał niegroźnego urazu. Kibice, którzy zgromadzili się pod Wielką Krokwią nie odeszli spod niej zawiedzeni. Kamil Stoch wygrał tutaj pierwsze zawody Pucharu Świata, co było spełnieniem jego marzeń, ponieważ zawsze chciał zaśpiewać Mazurka Dąbrowskiego w Zakopanem.
Drugi symboliczny konkurs dla obu Mistrzów odbył się dwa miesiące później w Planicy, kiedy to Małysz żegnał się ze skokami. Obaj stanęli wtedy na podium - Kamil na jego najwyższym stopniu, Adam na najniższym. Wtedy to Stoch zszedł z podium i zatańczył "po góralsku" przed swoim idolem.
"Po tylu latach wspaniałej walki Adam kończy karierę. On jest fenomenem, wzorem do naśladowania, który na zawsze pozostanie w moim sercu. Dziękuję Adam!"- mówił Kamil.

Kamil przyznaje, że długo musiał uczyć właściwego podejścia do sportu. Jako młody zawodnik bardzo przeżywał porażki, płakał po nich, wściekał się, chciał rzucać narty. Na szczęście ojciec Kamila, który jest z zawodu psychologiem sądowym, wypowiedział słowa, które Kamil mocno wziął sobie do serca i nawet zacytował po zdobyciu złotego medalu: "Kamilu trzeba sto razy przegrać, żeby dwa razy wygrać" - brzmiały słowa jego ojca. To dzięki niemu Stoch uwierzył w skutki pracy z psychologiem.
"Ma świadomość, że taka praca to nie tylko luźne pogadanki, czy stereotypowe rozmowy. Jest to porządny trening mentalny, który opiera się na realizacji konkretnego planu, który pomaga w osiągnięciu optymalnej formy psychicznej." - mówi psycholog naszej kadry, Kamil Wódka.

Niepowodzenia uodporniły Kamila, ale nie przestały boleć. Przed obecnym sezonem Stoch postawił sobie jasny cel: być na podium w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Początek sezonu był jednak fatalny - w pięciu startach Kamilowi udało się zdobyć zaledwie jeden punkt. To powodowało, że uciekał ze skoczni, nie chciał z nikim rozmawiać, a na drugi dzień przepraszał.
"Nerwy w takiej sytuacji są wielkie, jednak zawodnik, który doszedł do jakiegoś poziomu, nie może zachowywać się jak tchórz, musi stawić czoło sytuacji. Ja tego nie zrobiłem, za co przepraszam i obiecuję, że to się nie powtórzy." - mówił
W pierwszym konkursie na Mistrzostwach Świata w Predazzo  na normalnym obiekcie, na półmetku zawodów był drugi, jednak druga próba była gorsza i ostatecznie został bez medalu. Nie załamał się, postanowił, że pozbiera wszystkie siły i odbije się po porażce. Porządnie się wyspał -wstał dopiero o godzinie 10 rano, pograł na konsoli, a później wraz z kolegami wziął się za budowę toru dla zdalnie sterowanego samochodu, który wziął ze sobą Dawid Kubacki.

Potem powrócili na skocznie, aby przygotować się na konkurs na dużym obiekcie. Skoki zapowiadały się dobrze, jednak trener naszej kadry Łukasz Kruczek studził zapały, mówiąc, że za treningi medali nie dają. Stoch należał do grona faworytów, o czym mówił fenomenalny Austriak Gregor Schlierenzauer. Teraz należało potwierdzić to w zawodach. Kiedy na półmetku zawodów Kamil prowadził ze sporą przewagą, wtedy Małysz w telewizji powiedział "On dziś wygra, jest za mocny dla rywali"
Kamil wyszedł z progu i poleciał tak daleko, że jeszcze zwiększył przewagę nad rywalami. To był milowy krok na jego drodze marzeń.

Kamil urodził się w Zakopanem, ale mieszkał z rodzicami w miejscowości Ząb, skąd pochodził Stanisław Bobak - kolejny znakomity skoczek narciarski. Trzyletni Kamil nauczył jeździć się na nartach, a już pięć lat później zaczął skakać na skoczni, którą budował za domem. Bywało, że budował ją cały dzień, aby oddać jeden dziesięciometrowy skok. Swoje pierwsze zawody wspomina tak: "Zbyt duży kask zasłaniał mi oczy, nic nie widziałem na rozbiegu, później się wybiłem, kask poszedł do góry, a przy lądowaniu spadł ponownie. Ale ustałem."- przyznaje z dumą.

Jako dzieciak nie miał łatwego życia. Codziennie rano rodzice wieźli go na trening do Zakopanego, zaraz potem pędem do szkoły, a po lekcjach wracał ostatnim autobusem przed  godziną 20:00, aby zdążyć odrobić prace domowe. Jednak nigdy nie narzekał, ani nie marudził.
Nigdy nie miał problemów z utrzymaniem wagi. W dzieciństwie cierpiał na skazę białkową, mama bardzo starała się, aby zapewnić synowi odpowiednie jedzenie. Żarłokiem nie jest do dnia dzisiejszego, w święta je niemal tyle ile chce, a i tak waga ani nie drgnie.

Jest praktykującym katolikiem, do kościoła nie chodzi tylko w dni zawodów. Modlitwa daje mu spokój, jednak Kamil nie oczekuje nadprzyrodzonej mocy na skoczni, bo jak sam mówi, wierzy w Boga i swoją ciężką pracę.
Podobnie jak Adam, zaczynał od kombinacji norweskiej. Miał ogromne problemy z nerwami - kiedy gorzej wyszedł mu bieg do kombinacji, wściekły ciskał kijkami. Zawsze i we wszystkim chciał być najlepszy, trudno godził się z porażką. Wtedy jego ojciec wyciągał pomocną dłoń.
"Na przykładzie Kamila widać, jak ważny jest spokojny dom i wsparcie rodziców" - mówi były trener Stocha, Stanisław Trebunia- Tutka.

Dzisiaj Kamil oprócz wsparcia rodziców, ma także wsparcie swojej żony Ewy. Poznali się podczas zawodów w słoweńskiej Planicy. Ona była jego kibicem, sama uprawiała sport, oświadczył jej się trzy lata później w miejscu, gdzie się poznali. Kamil powtarza, że to żona zmieniła go w mężczyznę.
"Tę przemianę z chłopaka, w którym się zakochałam, w mojego męża widzę każdego dnia. I czuję się przy nim nie tylko szczęśliwa, ale i też bezpieczna" - opowiada Ewa.

Po zdobyciu tytułu mistrza świata, Małysz pogratulował młodszemu koledze, a także przeprowadził z nim wywiad dla stacji Eurosport.
"Podczas konkursu miałem takiego 'stresa', jakbym sam tam startował" - przyznał Adam. Dla odmiany Kamil zastanawiał się, co myślał sobie Adam dziesięć lat temu, kiedy siedział na belce i też prowadził po pierwszej serii.

Małysz udzielił także rady Stochowi na wypadek, gdyby wybuchła "Stochomania".
"Kiedy zwyciężyłem w Turnieju Czterej Skoczni, podszedł do mnie Espen Bredesen, mistrz olimpijski z Lillehammer, wówczas pracował już dla norweskiej telewizji i powiedział: Adam jesteś świetny, a możesz być  jeszcze lepszy. Tylko naucz się odmawiać"- wspomina Adam - "Utkwiło mi to w pamięci. Ja byłem taki, że nie potrafiłem odmówić. Często uciekałem, bo nie miałem odwagi odmówić. Kamil musi nauczyć mówić się 'nie' , bo i tak wszystkich nie zadowoli" - dodaje Orzeł z Wisły.

Jeśli chodzi o "Stochomanię", to zdaniem specjalistów od marketingu sportowego, Stoch może powtórzyć sukcesy sportowe Małysza, ale raczej nie powinien liczyć na taki sam sukces finansowy na rynku reklamowym. "Małyszomania" była czymś niepowtarzalnym i wyjątkowym. O ile wybuchnie "Stochomania", to nie osiągnie ona podobnych rozmiarów. Stoch oczywiście ma marketingowy potencjał, w przeciwieństwie do Małysza z początku kariery jest elokwentnym, młodym człowiekiem, który swoją ciężką pracą potrafił wyjść z cienia wielkiego mistrza. Jednak zwycięstwa Małysza przyszły wtedy kiedy Polacy najbardziej ich potrzebowali. Dziś mamy Justynę Kowalczyk, piłkarzy w czołowych klubach Europy, Marcina Gortata - gwiazdę NBA. To z nimi Stoch musi zmierzyć się w walce o pieniądze reklamodawców.

Kibice którzy przyjeżdżają na zawody do Zakopanego, zgodnie twierdzą : Kamil wypełnił lukę po Adasiu. Przed każdym skokiem Adama, można było usłyszeć "Tutaj lata mistrz świata", tak w styczniu fani skandowali "Kamila Stocha Zakopane kocha!". Teraz okrzyk "Tutaj lata mistrz świata" jest jak najbardziej aktualny.

źródło: Newsweek Polska

Kategorie: ,


4 komentarze:

  1. Piękny tekst miło się czyta.
    Mamy takie swoje perełki w sportach choć to są pojedyncze sukcesy ale mamy się z czego cieszyć bo Polska nigdy nie zginie w wielu dziedzinach sportu mamy swoich Mistrzów i za to im chwała za tę cięzką pracę, za wiele wyrzeczeń, za rezygnację z życia rodzinnego jak w przypadku Justyny, która ma 30 lat i na razie może tylko marzyć o własnej rodzinie te wyrzeczenia ja osobiście piekielnie doceniam w niej ona kocha to co robi i daje nam wiele satysfakcji pokazuje w świecie narciarstwa biegowego, że Polka też potrafi.
    Co do Kamila bardzo wydoroślał, dojrzał jest w czołówce światowej PS jest aktualnym Mistrzem Świata kto by się spodziewał, że zrobi nam taką niespodziankę i taką radość i nie ważne jak zaczynał ten sezon to już nie ma znaczenia najważniejsze jest jak go ukończy i w jakim stylu każde miejsce w czołówce jakie zajmuje ogromnie doceniam jest kapitalnym zawodnikiem i nie musi wciąz wskakiwać na podium aby to niedowiarkom udowodnić mi osobiście nic udowadniać nie musi bo ten sezon ma piękny i bardzo udany a może dojść jeszcze wyżej przecież Kamil kariery nie kończy.
    I co najważniejsze ma wsparcie od kolegów czego nie miał Adam a to też ważne.
    Życzę Kamilowi wszystkiego dobrego koniec sezonu już niedługo i co ja będę znowu oglądać ? W życiu bym nie pomyślała, że dzięki niemu będę mieć tyle wspaniałych chwil i radości.
    Powodzenia Kamilu niech skoki sprawiają Tobie mnóstwo frajdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dona dziękuję za docenienie i pochwałę mojej późnonocnej pracy ;) Musiałam ładnie niektóre rzeczy połączyć, bo za dużo zdań prostych w oryginale było :P
      Szczerze,to myślałam, że to będzie się źle czytać :D

      Usuń
    2. Też znajdę się w takim artykule ;p poczekaj tak ze dwa lata ;p
      Dziękuję raz jeszcze :D

      Usuń

Masz coś do powiedzenia? Napisz w kratce. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy napisanych przez internautów. Niestosowne komentarze będą usuwane. Wysłanie komentarza oznacza akceptację regulaminu komentowania w serwisie WinterSzus.pl. REGULAMIN KOMENTOWANIA