Archiwum strony

Skocz po marzenia - czyli amator potrafi

Unknown | 29.10.10 | 0 komentarze

29 października 2010, 21:01

Historia zaczęła się od tego, że zebrało się kilku młodych fajnych kolesi - pasjonatów skoków narciarskich. Mieli oni wizję, by w swoim rodzinnym mieście Łodzi powstała skocznia narciarska. Chcieli spełnić swoje marzenia.
Zacznijmy od początku.

Rudzka Góra to miejsce spotkań Łodzian, zielone płuca Łodzi.
Wysokość jej wynosi 230 metrów n.p.m i jest najwyższym polodowcowym wzniesieniem w okolicy.

Góra zawiera kilka atrakcji. Jest tam 580 metrowy tor saneczkowy, trasa rowerowa oraz bacówka góralska otworzona w 2002 roku przez górala z Bieszczadów pana Józefa Chowanioka.
W owej bacówce można skosztować góralskiego jadła, wypić dobry trunek, potańczyć.
Z samego szczytu wzniesienia roztacza się piękna panorama na pobliskie okolice, można spotkać rowerzystów, piechurów, a nocą zakochane pary i amatorów astronomii oglądających nieboskłon.


Przenieśmy się w czasie o kilka dekad i przypomnijmy sobie o ciekawej budowli, jaka tam została utworzona.

W latach 60 powstały pierwsze plany utworzenia na Rudzkiej Górze zagłębia sportowego.
W 1965 roku powstał projekt skoczni narciarskiej o punkcie K - 15 stworzony przez Łodzianina Edmunda Borońskiego.
Nazwożono w tym celu 260 tys. ton gruzu i śmieci z łódzkich budów, by wyprofilować zeskok, odpowiadający potem dawniejszym normom FIS.
Skocznię odebrano 12 grudnia 1969 roku, a kosztowała na tamte pieniądze bagatela;
40 milionów złotych.
Z tymże większość pracy wykonano w czynie społecznym.
Już wtedy w planach było wybudowanie toru saneczkowego i kawiarni.
Jednak pomysły te zatrzymały się na etapie projektów.
Projekty przewidywały także utworzenie na skoczni trybun i wieży sędziowskiej, oraz położenie igelitu.
Niestety nie zrealizowano dalszych założeń.

Tamtejsi sportowcy nie mieli żadnych szczególnych osiągnięć, a skocznia przestała być użyteczna i w latach 80 popadła w całkowitą ruinę.



I tu przenosimy się do teraźniejszości.

Gabriel Grzeszczak, Bartek Marczak oraz Dawid Jurga postanowili kierowani pasją do skoków narciarskich odbudować ten stary zapomniany obiekt. Dać mu życie i sprawić, by dawał młodym sportowcom i kibicom wiele radości.
Wprost za postanowieniem poszły w ruch czyny. Panowie wzięli się do roboty i zaczęli naprawiać zapomniany obiekt. Tak naprawiali - foto

W sierpniu 2009 roku ochoczo przystąpili do oczyszczania terenu skoczni. Było tam dużo śmieci (porozbijane butelki, puszki), które trzeba było posprzątać.
Zaczęli też z desek budować bandy.
Założyli w tym celu klub i stronę internetową pt. "Łódź Ski Team", aby dzięki niej poszukać chętnych do pomocy przy budowie, sponsorów, ludzi chcących trenować i skakać.
Ogólnie strona ta ma na celu propagowanie tejże skoczni i całej idei skoków w Centralnej Polsce.

Strona klubu.

Dalsze prace przy reaktywowaniu obiektu obejmowały min. wycięcie krzaków, traw i małych drzewek, wyrównanie progu, oraz rozbiegu.
Niwelowanie zeskoku nie było takie łatwe, gdyż był bardzo rozjeżdżony przez motory po zawodach motocrossu. Skocznia K-15 powstawała dosyć szybko.

Cały czas szukano chętnych rąk do pomocy.

Kolejnym etapem końcem sierpnia 2009 było: zrobienie gniazda trenerskiego, belki startowej, wykarczowanie dojścia do skoczni, wyrównanie zeskoku, zrobienie ławek na 20 osób, zrobienie schodków na rozbieg, posprzątanie kamieni i postawienie kosza na śmieci.
Dużą pomoc chłopcy pozyskali z "Bacówki u Józka", były to gwoździe, deski itp.

Całą sprawą zainteresowały się także tamtejsze media.
Inicjatywę pokazano na antenie TVP3, opisano w Expresie Ilustrowanym, oraz w Dzienniku Łódzkim.
Zaczęli dołączać nowi chętni do pomocy w budowie, oraz nowi skoczkowie.

Niestety przekorny los nie był dla chłopaków łaskawy. Pojawiły się czarne chmury.
Pewnego dnia przychodząc na skocznię chłopcy zobaczyli widok mrożący im krew w żyłach. Ławki dla kibiców, które dzielnie utworzono zostały połamane i powyrywane z ziemi.
Któregoś dnia ponownie wandale dokonali zniszczeń. Rozwalono schodki na rozbieg i belkę startową, na domiar złego demolując wieżę sędziowską.
Zawodnicy byli podłamani czynami chuliganów, myśleli nawet, że jak sytuacja będzie się powtarzała, to znajdą inne miejsce do treningów.
Z uporem i determinacją naprawili zniszczenia i ponownie zaczęli trenować.

W celu zdobycia jakiegoś sprzętu do skoków nawiązali współpracę z LKS Klimczok Bystra, ponieważ w swoim świeżo założonym klubie nie mieli kompletnie sprzętu do skakania.
Pozyskali go od Klimczoka. Młodzi zaczęli także wyjeżdżać na zgrupowania treningowe do Gilowic.
Zabrali się także do budowy tuż obok drugiej skoczni o rozmiarze K-5, która miała służyć dziewczętom i świeżym stawiającym swoje pierwsze kroki na nartach chłopcom.
Szukano także kogoś, kto zająłby się prowadzeniem księgowości klubu.


Kolejne wywiady dla regionalnych mediów zaowocowały tym, że patronat medialny nad
"I Mistrzostwami Centralnej Polski" jakie postanowili rozegrać objęło Radio ESKA.

Wyjechali też na treningi do Szczyrku, by ćwiczyć na obiekcie rolkowym "Antoś" K-17.
Zakopane też odwiedzili, skacząc treningowo na tamtejszej skoczni i bijąc swoje rekordy życiowe.
Do klubu Łódź Ski Team zaczęli dołączać nowi skoczkowie, a skakać u nich zechcieli nawet chłopcy z Łowicza.

Na Rudzkiej Górze treningi skoczków wzbudziły zainteresowanie TVP, która wyemitowała o nich krótki materiał w Teleexpresie.

Filmy z przygotowań skoczni i własnych treningów klubowicze zamieszczali też w formie reportażu w znanym serwisie YouTube.

Wszytko zaczęło się toczyć coraz szybciej. Radio Zet zrobiło wywiad z młodzieńcami, a oni unoszeni falą popularności dopięli swego wcześniejszego postanowienia i pamiętnego dnia 13.02.2010 rozegrali "I Mistrzostwa Centralnej Polski w skokach narciarskich".

Na starcie stanęło 18 zawodników. Rozegrano trzy konkurencje, dwie na skoczni K-15 i jedną na K-5.
Imprezę prowadzili redaktorzy Radia ESKA.
Ponownie nie zabrakło TVP, Ekspresu Ilustrowanego, Dziennika Łódzkiego, Radia Planeta i Polskiej Agencji Prasowej. Po zawodach był ciepły poczęstunek, a na samej imprezie zjawiło się ok.100 kibiców.


24 marca 2010 roku w Muzeum Sportu i Turystyki odbyło się podsumowanie sezonu 2009/10 poprowadzone przez dziennikarza gazety "Rzeczpospolita".
Chłopcy rozmawiali tam o minionym sezonie, treningach i rozegranych wcześniej mistrzostwach.


Sezon letni skoczkowie z Łodzi rozpoczęli 1 maja 2010 roku w Gilowicach startując w Międzynarodowych Zawodach w Skokach Narciarski na Igelicie.
W kategorii amatorów najlepszym Łodzianinem okazał się Dawid Jurga zajmując 8 lokatę.

20 maja 2010 w Muzeum Kinematografii w Łodzi nasi bohaterzy odebrali nagrodę.
Łódź Ski Team został nagrodzony w kategorii: "INICJATYWY" (za wprowadzenie górskiego klimatu w centrum polski; wyremontowanie skoczni narciarskiej K-15, stworzenie łódzkiego zespołu skoczków i organizację Mistrzostw Polski Centralnej w skokach narciarskich).
To było dla skoczków wyróżnienie dodające motywacji do dalszego działania.

W czerwcu udali się ponownie do Gilowic gdzie wzięli udział w udanych dla nich "Mistrzostwach Klubów Parafialnych".
Chłopaki nie zaprzestawali równocześnie prac na swoich obiektach, modernizując zeskok i przygotowując go do położenia w przyszłości igelitu.
Wyjechali potem ponownie szlifować formę do Szczyrku, Wisły i Zakopanego.
Chcieli pokazać się jak najlepiej w nadchodzących gilowickich, szczyrkowskich i bystrzańskich zawodach.
Chcieli udowodnić, że potrafią skakać na odpowiednim młodzieżowym poziomie.
Puchar Gilowic zaliczyć mogli do udanego.
Dawid Jurga zajął 4 miejsce w swojej kategorii, a Gabriel, Piotr i Kuba poprawili swoje rekordy życiowe.

Było dobrze!

Następną medialną przygodą był występ naszych Łodzian w TVP w programie pt: "Kawa czy Herbata".
Na Rudzkiej Górze przed kamerami telewizyjnymi panowie opowiadali o swoim projekcie, zapale do skoków, osiągnięciach oraz trenerach.
Wystąpili też w telewizji TVP3.

Czarne chmury jednak zawisły ponownie nad naszym Teamem, a jak się potem okazało nad wszystkimi amatorami w Polsce.
Miało to miejsce w Szczyrku na zawodach organizowanych przez tamtejszy klub "Sokół". Zawodach o nazwie "Nadzieje Beskidzkie - Szukamy następców Mistrza".

Na skoczni "Antoś" zwanej czasem "Beskidek" doszło do nieszczęśliwego incydentu.
Łódzki skoczek Bartłomiej Marczak podczas sesji treningowej miał upadek po swoim skoku i pechowo został uderzony w twarz nartą. FILM Z UPADKIEM
Dwa górne przednie zęby zostały wybite. Odwieziono go do szpitala.
Dawid Jurga ponownie okazał się najlepszy z Łodzian zajmując w kategorii Open 3 miejsce.

Jednak wypadek Bartka odbił się szerokim echem w światku beskidzkich klubów sportowych. Organizatorzy zawodów zaczęli mieć obawy i wątpliwości co do organizowania kategorii dla amatorów.
Na otwarciu skoczni w Bystrej zrezygnowano z organizowania kategorii Open.
Dwóch innych amatorów jacy tam się pojawili, musiało prosić o pozwolenie choćby na oddanie skoków treningowych, bo o zawodach mogli zapomnieć.

Amatorscy skoczkowie niezrzeszeni w klubach poczuli się zagrożeni. Poczuli strach przed tym, że już nigdy i nigdzie żadni organizatorzy nie zezwolą im skakać. Także swoich pasji nie będą mogli rozwijać na profesjonalnych skoczniach i w zawodach organizowanych przez kluby.
Pozostanie im niebyt i skakanie na przydomowych pagórkach, lub skoczniach typu Rudzka Góra.

Warto dodać, że w zawodach rangi juniorskiej dodatkową wisienką na torcie była często rozgrywana kategoria amatorów. To w jakimś stopniu uzupełniało te dziecięce zawody i dawało zielone światło dla skoków narciarskich w szerszym pojęciu.
Propagowanie tym sposobem tej dyscypliny było bardzo pozytywnym aspektem.
Wielu kibiców oglądających wyczyny nieprofesjonalnych skoczków, utożsamia się z nimi.
Kibic stawia się często na ich miejscu, myśląc że sam też mógłby tak skakać, że to nie jest dyscyplina tylko dla elit, lecz jak zwykły człowiek zamarzy, to istnieje szansa, że skakać może w każdym wieku.

Bohaterzy tego felietonu mają niezłomną nadzieję i plany na nadchodzącą zimę.
Trwa u nich proces zapisywania się do łódzkiego klubu sportowego „UKS Ferajna Łódź” po to, by mogli jednak startować legalnie w zwodach.

Planowane jest rozegranie na Rudzkiej Górze cyklu czterech konkursów.
W listopadzie ma się odbyć Puchar Jesieni, w grudniu Konkurs Świąteczny, w styczniu Puchar Ferii,
a 12 lutego "II Mistrzostwa Centralnej Polski".
Prowadzona będzie też klasyfikacja generalna tych konkursów, a najwyżej w niej sklasyfikowani otrzymają nagrody. Chłopcy chcieliby również wystąpić Goleszowie, Lublinie, Skawicy i oczywiście w Zakopanem.


Wierzę, że organizatorzy wielu zawodów nie będą się lękać i w dalszym ciągu będzie świecić zielone światło dla młodych, niezrzeszonych, ale upartych i zaangażowanych skoczków.

Bo warto czasem skoczyć po swoje marzenia.



Kategorie:


0 komentarze

Masz coś do powiedzenia? Napisz w kratce. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy napisanych przez internautów. Niestosowne komentarze będą usuwane. Wysłanie komentarza oznacza akceptację regulaminu komentowania w serwisie WinterSzus.pl. REGULAMIN KOMENTOWANIA