Archiwum strony

Matura wieku średniego

Czarnylis | 20.1.13 | 21 komentarze

fot. de.euronews.com
Nie wiem czy w Japonii mają coś na kształt naszej matury, ale pewnie tak, bo tam ludzie co chwilę muszą się sprawdzać. Jeśli w Japonii mają egzamin zwany "maturą wieku średniego" to Jan Matura wcale nie podchodził do niego z poziomu prymusa, może co najwyżej z pozycji średniaka, ale mimo to zdał go śpiewająco i pozostawił daleko w tyle wszystkich prymusów i pupilków profesorów.







W tej perfekcyjnie zdanej maturze nie było przypadku. Czech na Okurayamie był mocny od początku i już przed konkursami niektórzy nieśmiało stawiali Janka w roli faworyta.
Niespodzianką natomiast była forma jaką przywiózł ze sobą Matura do Sapporo. To, że Czech lubi tę skocznię było wiadomo, ale czy ktoś po Zakopanem typował go na zwycięzcę obu Japońskich konkursów?
Czy znalazł się ktoś tak szalony?
Wątpię, lecz jeśli tak to gratuluję poczucia humoru lub daru jasnowidzenia (niepotrzebne skreślić).

Oczywiście były symptomy zwyżki formy już w Polsce. W Wiśle Janek zajął 11 miejsce, a w Zakopanem był 6, jednak równie dobrze można było oczekiwać japońskiego wybuchu formy od Piotrka Żyły, który w Polsce spisywał się podobnie jak Matura.

Na japońską maturę wieku średniego, 33-letni Czech przyleciał na 26 pozycji w generalce z dobytkiem 108 punktów, czyli mając połowę punktów Maćka Kota.
Do samolotu powrotnego Jan Matura wsiadał już jako 13 skoczek tego sezonu, a w walizce wywoził 308 uzbieranych punktów.
Szok!

Nie wiadomo co było przyczyną wybuchu formy doświadczonego Czecha. Przez całą karierę Matura zbytnio się nie wyróżniał i do tej pory nie miał na koncie ani jednego podium, a najlepszy wynik w PŚ zaliczył w sezonie 2010/11 kiedy był 27 na koniec. Z reguły jednak Matura plątał się w czwartych, piątych i dalszych dziesiątkach, aż tu nagle bez najmniejszych wątpliwości wygrywa dwa konkursy pod rząd.

Więc co się stało, że maturę zdał dopiero trzydziestej trzeciej zimy żywota swego?
To bardzo proste. Poleciał do Japonii, zobaczył 42-letniego Okabe i doszedł do wniosku, że jeszcze dużo może zdziałać na skoczniach świata, a i wiek chrystusowy wcale nie musi oznaczać emerytury i sportowej degradacji.

Nie wiadomo jak dalej potoczy się sezon dla Czecha. W Vikersund i Harrachovie pewnie będzie mu trudniej, ale jestem pewien, że przypadek tego zawodnika będzie często przywoływany przez adwokatów słabszych skoczków.
Nie wyrzucajmy Kuby Kota z kadry bo jeszcze ma czas i może jak Matura grubo po trzydziestce osiągać życiówki.

No, dobrze.
To tyle o maturze Matury.

Krzysiek Miętus poleciał do Japonii by walczyć o szóste miejsce na następny period, period który jest już po MŚJ i tego wyższego limitu potrzebujemy jak tlenu, by tych wyróżniających się juniorów wstawić do składu, a swoje aspiracje do startu w PŚ zgłaszają także Stefan Hula i Jan Ziobro.

Krzysiek miał tę sprawę załatwić. Japonia jak zwykle słabiej obsadzona, a i pod narty wiecznie wieje, a na takich aerodynamicznych poduszkach Miętus radzi sobie najlepiej.
Plan bardzo dobry, tylko nie uwzględniał jednego.
Pecha Miętusa.
Jemu chyba czarne koty stadami przez drogę przebiegają, a lustra tłucze systematycznie co dzień.
Wiele osób tego pecha Miętusa nie dostrzega i wysyłają go na emeryturę, a w najlepszym razie na PK, a pech skoczka jest ewidentny. Niewiarygodne, że przed jego skokiem prawie zawsze pogarszają się warunki, ale tak jest.
Może niech Krzysiek splunie przez ramię, tylko niech najpierw spojrzy czy ktoś za nim nie stoi, bo pech czasem zakaźny bywa.

Jeśli pech będzie się nadal utrzymywał, potrzebne będą jakieś rytuały na kształt egzorcyzmów, bo ewidentnie ktoś na niego klątwę rzucił.

Żeby Krzyśkowi było raźniej i mniej samotnie na tronie króla pechowców, dołączył do niego Daiki Ito.
Japończyk kiedy już uporał się z wielkim dołem formy i kiedy na swojej skoczni, przed własnymi kibicami miał szansę na powrót na podium, zjechał sobie beztrosko po rozbiegu stylem żaby w nartach.
No może nie beztrosko, bo przerażenie w oczach Ito udawane nie było, ale na szczęście "skoczyć" mu się nie udało i na zdrowiu nie ucierpiał, więc teraz się możemy z tego śmiać.
Szkoda, że nie podano jaką prędkość rozwinął.

Drużynowy Puchar Japonii wygrali Słoweńcy i to oni w Sapporo zdobyli najwięcej punktów, odjeżdżając Polsce w Pucharze Narodów o kolejne 98 punktów.

Drużynowy Puchar Japonii
1. Słowenia 257
2. Czechy 228
3. Norwegia 219
4. Niemcy 196
5. Polska 159
6. Japonia 145
7. Austria 83
8. Rosja 81
9. Szwajcaria 27
10. Bułgaria 26
11. USA 17

Mizerii austriackiej ciąg dalszy i to kolejna niespodzianka tego sezonu. Co prawda nadal prowadzą w PN, lecz ostatnio dołują i tracą przewagę. Ten sezon może być końcem hegemonii austriackiej i płakać z tego powodu nie mam zamiaru, bo zrobiło się znacznie ciekawiej.

Okazuje się, że wygrana drużynówka w Zakopanem nie była fuksem i Słoweńcy skaczą coraz lepiej. Odradza się Kranjec i w obliczu zawodów na mamutach należy przypuszczać, że tendencja zwyżkowa zostanie utrzymana.
Niestety to nie jest dobra dla nas wiadomość, ponieważ my też mamy chrapkę na czwarte miejsce w PN, a nasi słowiańscy bracia wcale nam sprawy nie ułatwiają.

W Japonii straciliśmy do nich 98 punktów i aktualnie różnica w PN to 502 oczka. Sporo.
Dla pocieszenia, Japonii nie udało się u siebie nic do nas odrobić, ale to zawdzięczamy głównie innowacyjności Daiki Ito, który nagle zapragnął poszukać innej pozycji dojazdowej i jak wiemy eksperyment do końca nie wypalił.

Zaskakuje wysoka pozycja Czechów, jednak to głównie zasługa wielce udanego występu Matury. Jego koledzy dołożyli tylko skromne 28 punktów.

W Japonii dominować miała Norwegia, a Jacobsen z Bardalem mieli sporo odrobić do Schlierenzauera. To się Wikingom nie udało i Gregor jest oprócz Matury największym wygranym weekendu, bo 119 punktów przewagi nad Bardalem jest solidną zaliczką przed serią mamutów.

Ciężko ocenić występ naszych zawodników.
W Japonii byliśmy piątą drużyną, więc użyję magicznego słowa, którym kamufluje się słaby występ - skakaliśmy przyzwoicie.
Przyzwoicie ale nic ponadto, bo parę rzeczy się nie udało.
Krzyśkowi nie udało się wywalczyć miejsca w 55WRL.
Maćkowi i Kamilowi nie udało się stanąć na podium, a Piotrkowi Żyle nie udało się utrzymać dyspozycji z polskich konkursów.
Jedynie Dawidowi Kubackiemu udało się przełamać mały kryzys.

Co prawda mieliśmy trzy miejsca w pierwszej dziesiątce, a na 10, aż 9 razy zapunktowaliśmy, lecz trzeba sobie powiedzieć jasno, że stawka była przetrzebiona i to trzeba było bezwzględnie wykorzystać.

Co zapamiętamy z tegorocznego Sapporo?

Zapamiętamy dwa zwycięstwa Jana Matury. Kibice kochają takie niespodzianki.

Zapamiętamy Daiki Ito próbującego zjechać na każdej części ciała tylko nie na nartach. Kibice kochają takie sytuacje.

Zapamiętamy loteryjne konkursy, na których matka natura była często czynnikiem decydującym o wyniku, ale w Sapporo tak jest praktycznie co roku. Cóż, niektórzy kibice kochają tzw. "nieprzewidywalność".


Czarnylis: informacja własna

Kategorie:


21 komentarzy:

  1. Bardzo się cieszę drugi raz wygrywa ktoś spoza układu :D
    I jestem bardzo ciekawa czy gdyby taki zjazd z belki jaki zaliczył Japończyk zdarzył się jakiemuś Niemcowi czy Autowi czy postąpili by tak samo :P Tego się nie dowiem a szkoda.
    Powinni pozwolić mu na powtórkę skoku on po prostu się zsunął nie ze swojej winy a zasłanianie się jakimiś głupimi przepisami robią szopkę bo w stosunku do "swoich"przepisy łamali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że spałam bo się wyspałam i obudziłam na mecz Agnieszki :)

      Usuń
    2. To dokładnie tak, jak ja.... Moja rodzina próbowała oglądać, ale jak po raz kolejny była przerwa w I serii, to też dali spokój...

      Usuń
  2. @Dona
    Przecież już się zdarzył. Loitz w Zakopanem.
    Tylko, że jemu pozwolono na powtórkę, moim zdaniem niesłusznie, bo powinna być dyskwalifikacja.
    Przepisy to przepisy i koniec.

    OdpowiedzUsuń
  3. Decydujące zdanie o dopuszczeniu Ito miał Pan Hiroyuki Okita. Widać Japończycy to formaliści ale nie było żadnej możliwości prawnej by dopuścić Ito do powtórki. Chyba żeby naciągnąć to pod siłę wyższą. Z kolei o powtórce Loitzla decydowało jury z Janem Kowalem na czele. Widać Polak okazał się bardziej "ludzki" chociaż jeśli przepisy były wtedy takie same (pewności nie ma) to też nie powinien Wolo powtarzać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Morał? Są sędziowie niekonsekwentni w przestrzeganiu przepisów. Warunek? Pod warunkiem, że te same przepisy obowiązują od czasów Zakopanego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem ciekawa jak będzie dalej z naszymi skoczkami. Po Zakopanem wydawało się, że jest super. Po Japonii jakby mniej, ale wiadomo - wiatry... Jakie będą nastroje po lotach - aż boję się myśleć? Choć niespodzianki - mile widziane.
    Co do Miętusa - trochę chce mi się śmiać, bo wiemy, że poleci na przednim wietrze, ale niestety w innych przypadkach jest mocno tak sobie z jego skokami. A jemu te wiatry wiać nie chcą.... może lepiej niech zacznie skakać w każdych warunkach. Tylko jak to zmienić?
    co do dyskwalifikacji, czy nie. Przepisy powinny być jasno określone i jednoznaczne, bo coś jest nie tak - jednemu się pozwala, innemu nie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pozwolę sobie nie zgodzić się z jednym stwierdzeniem, że te zawody były słabiej obsadzone.
    Jeśli chodzi o czołówkę klasyfikacji- to zabrakło:
    - Schlierenzauera(rekonwalescent),
    - Freitaga (forma w kratkę),
    - Wellingera (forma w kratkę),
    - Morgensterna (słaba forma),
    - Hvali (forma w kratkę),
    - Ammanna (słaba forma).
    Tak więc tylko Gregor stanowił o słabszej obsadzie tego weekendu.
    Przy okazji: Schlierenzauera, Freunda i Wellingera nie widzieliśmy w wiślańskim konkursie, ale chyba nikt nie pokusiłby się o nazwanie go słabo obsadzonym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @deSKI
      Z pierwszej trzydziestki po Zakopanem nie było w Japonii tych panów:
      Schlierenzauer, Freitag, Wellinger, Morgenstern, Hvala, Ammann, Fannemel, Velta, Fettner, Kraft.

      Jakby nie było to aż 10 nazwisk, więc śmiało można mówić o słabszej obsadzie i nieco łatwiejszym zadaniu dla naszych zawodników, a już na pewno łatwiej musiało być dla Żyły, Kubackiego i Miętusa bo w/w dziesiątka była przed nimi w klasyfikacji generalnej i brak tych zawodników to mogłoby być albo nie być Polaków w trzecich dziesiątkach japońskich konkursów.

      Usuń
    2. Wymienieni przeze mnie z nazwiska znaleźli sie w TOP20, jednak pisząc "słabiej obsadzone" chodziło mi o ich aktualną zdolność do zamieszania w stawce. Tak więc tylko Gregor mógł to uczynić, a w przypadku pozostałych- na dwoje babka wróżyła- mogli zapunktować lub nie.
      Wspominając ten konkurs po latach z pewnością nie można będzie zarzucić Maturze, że wygrał fuksem.

      Usuń
    3. @deSKI
      Myślę, że nie tylko Gregor bo na tych przednich wiatrach każdy z nich, może oprócz Morgensterna (jak pisałeś - kompletny brak formy) mógł zamieszać w czołówce, a już nieobecność tych zawodników było znacznym ułatwieniem dla Dawida, Piotrka i Krzyśka, bo każdy z nich mógł zepchnąć tą trójkę na dalsze miejsca.
      Dlatego wynik japońskiego wojażu w wykonaniu naszych mocno średni.

      Oczywiście, że Matura zasłużył na te dwie glorie i nie mam co do tego żadnych wątpliwości :)

      Usuń
  7. Właśnie problem jest taki że Miętus jak na swoje warunki skacze naprawdę solidnie. W Zakopanem dwa razy mocno mu zawiało z tyłu ale punkty były. W Wiśle to już w ogóle nie wiem czy ktokolwiek z jego wiatrem by 120 metrów osiągnął, wczoraj dyskwalifikacja, a dziś w 2 skoku też nie było absolutnie szans skoczyć i ważne czy to byłby Kot, Miętus Matura czy Bardal. Co do Ito i Loitzla. U Japończyka oficjalnie powodem dyskwalifikacji było ruszenie przy żółtym świetle. Loitzl ruszył na zielonym, więc dyskwalifikacji być za to nie mogło. I tutaj należy zadać pytanie jaka jest FISowska definicja skoku. Jasnej definicji skoku nie ma, ale z zasad oceniania można wywnioskować że na skok liczy się, lot, lądowanie i odjazd. Czyli mamy dziwną sytuacja, której nie ma w regulaminie. Zawodnik ruszył przy zielonym świetle ale nie oddał skoku. Jury może zgodzić na powtórzenie skoku ale nie musi. Tylko że tu skoku nie było. Ciężko sprawa do interpretacji, bo w przypadku Ito to żadnych wątlpiwości nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NO ale co to znaczy ruszył na danym świetle.
      Przecież on nie ruszył dobrowolnie bo tak chciał ewidentnie "duch"go popchnął :D nie no to żart oczywiście ale to był przypadek, wypadek czy jak to nazwać ześliznął się z belki a tego sam nie chciał.Ten przepis powinni też zmienić w przypadku takich niefortunnych zdarzeń zawodnik powinien mieć prawo powtórki bez względu czy się paliło światło zielone, czerwone czy żółte.
      To rzadkie ale zwykłe losowe przypadki.To co FIS powinien zmienić tego nie robią zajmują się za to bzdurami i już bardziej skoków skomplikować chyba nie mogli ciekawe co jeszcze mądrego wymyślą przed sezonem IO.

      Usuń
    2. Zgodnie z przepisami na igrzyskach obowiązują zasady takie jakie były w sezonie przedolimpijskim. Więc nawet jak wprowadzą jakieś zmiany to i tak na IO nie będą obowiązywały. Kontrowersje wzbudził przypadek Schlierenzauera w Vancouver który po swoim skoku rozpiął kombinezon a przed sezonem zakazali tego. Jednak że w poprzednim sezonie to było dozwolone, nie mogli go zdykwalifikować

      Usuń
  8. Zresztą w regulaminach FIS widać sprzeczności i błędów, które dobry prawnik przed sądem mógłby wykorzystać. Choćby pierwszy z brzegu banalny przykład z regulaminu PŚ. Mówi o uprawnieniach do startu w PŚ. I wg niego do startu w PŚ są:

    a) Zawodnicy co ukończyli 15 rok życia.
    b) Zawodnicy co kiedyś zdobyli punkty PŚ i LGP
    c) Zawodnicy co w poprzednim lub obecnym sezonie zdobyli punkty PK.

    I tutaj mamy trzy na papierze równorzędne podpunkty. Mi się wydaje że zgodnie z logiką albo wszystkie trzy powinny być równorzędne i należy spełnić albo każdy z nich albo tylko jeden do wyboru. Jak tylko jeden, to w PŚ może wystartować każdy kto ukończył 15 rok życia i młodszy zawodnik ale pod warunkiem że zdobył punkty PK. Jak wszystkie to każdy zawodnik musi zdobyć w tym lub poprzednim sezonie punkty PK przez co odpadają tacy zawodnicy jak Schilerenzauer, Morgenstern czy Stoch. Więc albo łączymy podpunkt b i c w jeden jako dwie opecje, albo pozwalamy skakać wszystkim 15-nastolatkom i starszym w PŚ bez żadnych punktów i młodszym zawodnikom z punktami w COC, albo wywalamy z PŚ Gregora czy Bardala i każemy im wracać do COC :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak gadając o tym, że Loitzl dostał powtórkowy skok, a Ito nie, to w kwestii faworyzacji czy nie Austriaków podam przykład, kiedy takowy został zdyskwalifikowany, bo nie wyruszył na zielonym świetle:

    http://www.skijumping.pl/wiadomosci/704/Lzy-Koflera/

    Więc jak mamy mieć porządek przy Ito i Koflerze, to taka sama sytuacja regulaminowa, z różnicą, że Ito zjechał po najeździe przy żółtym świetle, a Kofler w ogóle nie oddał skoku.

    OdpowiedzUsuń
  10. A po swoim skoku jeden zawodnik zachował się w sposób... jak nie jestem od oceniania zawodników ale kiedy jakiś czas temu w taki sam sposób zachował się inny zawodnik, pojawiły się wyzwiska od chamów, gówniarzy, gwiazdorów i inne epitety. Nikt o tym nie wspomni? Jakoś wtedy rozpętała się burza a tutaj na wszystkich skokowych forach (SJ,SN,WS łącznie) pojawiły się dwa posty na ten temat! Z moim trzeci.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Emil
    Dokładnie!
    Sam o tym zapomniałem. Może dlatego, że ja nie potępiam za takie zachowania ani GS, ani AJ, ani żadnego sportowca, bo wiem, że poziom adrenaliny czasem jest jak wulkan, choć oczywiście są granice.
    Nikomu Norweg krzywdy nie zrobił, więc nie ma co robić afery.

    Natomiast gdyby to trafiło na Gregora to portale by się zagrzały od wpisów typu - burak itp.

    Cóż Emilu, z reguły kibice to szowiniści i oceniają wybiórczo.

    OdpowiedzUsuń
  12. O czym wy mówicie ? możecie w skrócie coś napisać?
    Bo nie wiem o jakiej sytuacji piszecie i o kim tak więc proszę walić prosto z mostu :D
    Chodzi o konkurs nocny? nie oglądałam , spałam to tam się coś stało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacobsen rzucił nartami po skoku jak Gregor w Engelbergu, wtedy internetowa brać ( nie mówię że użytkownicy WS) zjechała do imentu Schlierenzauera, i na temat tego zachowania powstały całe elaboraty. A Jacobsen zrobił to samo, to całkowita cisza. Te same osoby co wtedy wyzywały Gregora od chamów i buraków nagle w przypadku Jacobsena mają to gdzieś.

      Usuń
    2. O kurcze to nie ciekawa sytuacja musiał być na coś nie źle wkurzony ale rzucać czymkolwiek nikt nie powinien bez względu na nazwisko.Nie widziałam tego konkursu a powtórkę też przegapiłam.

      Usuń

Masz coś do powiedzenia? Napisz w kratce. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy napisanych przez internautów. Niestosowne komentarze będą usuwane. Wysłanie komentarza oznacza akceptację regulaminu komentowania w serwisie WinterSzus.pl. REGULAMIN KOMENTOWANIA